Projekt

Tylko i aż ludźmi

IMG_6804weheartit.com 

 Dzisiejszy wpis – drugi z cyklu Latawiec, który tworzę wraz z moją przyjaciółką i koleżanką po fachu, FF – będzie opowiadał o tym, co czasem nie do przewidzenia. O determinacji, która jest kluczem do sukcesu. O tym, ile możemy zdziałać, będąc tylko (i aż!) ludźmi.

***

Czy nie nawiedza Was czasem myśl, że gdybyście porównali czas, jaki marnujecie każdego dnia na wykonywaniu nic nie wnoszących czynności z momentami, które pożytkujecie na pracę nad swoimi celami i realizację marzeń, chwile spędzane bezproduktywnie miałyby nad tymi drugimi rażącą przewagę ?

Przeraża mnie czasami fakt, że są dni, kiedy czas przecieka mi przez palce. Kiedy wstaję rano i moje samopoczucie i ogólne nastawienie do świata rzutuje na całą dobę. Mogę sobie powiedzieć: „dzisiejszy dzień będzie do kitu!”, użyć tego wyrażenia jako zgrabnej wymówki, żeby nie zajmować się tego poranka rzeczami, które są dla mnie ważne, w których się spełniam, jednak muszę włożyć wiele pracy w ich realizację. Bo po co ? Dla chwilowej satysfakcji, że rządzę światem, którą później zastąpi cały szereg obaw, wątpliwości i niepowodzeń ? Czy to ma sens ?

Otóż ma! I to wielki. Trzeba tylko wypracować w sobie pewne nawyki, rytuały, które pomogą nam osiągnąć sukces np. w realizacji jakiegoś postanowienia. Czasami wystarczy wziąć notes i długopis, zapisać drukowanymi literami swój cel i stworzyć prowizoryczną drabinę do jego osiągnięcia. Ważne, by znaleźć równowagę między rysowaniem idealnej drabiny z arcy szczegółowymi, perfekcyjnie rozplanowanymi schodkami a kreśleniem „na odwal się” planu, który ani swoją formą, ani treścią nie będzie motywował  do działania.

Ostatnio wyznaczyłam sobie dosyć znaczący cel. Postanowiłam, że ja – przez rodzinę i przyjaciół nazywana pieszczotliwie „matematycznym oszołomem” – świetnie przygotuję się do egzaminu z tego przedmiotu w pewnym liceum. Chociaż poprzeczka jest wysoko, moja ambicja sięga jeszcze wyżej! 🙂 Ustaliłyśmy – wspólnie z mamą – że polski zdam bez problemu, angielski pójdzie mi gładko… jedyny problem stanowi matematyka. Zastanawiałyśmy się, co pomoże mi skutecznie przygotować się do egzaminu. Stworzyłyśmy kolorową, wyczerpującą mapę myśli i naniosłyśmy na nią wszystkie istotne elementy. Po pierwsze – potrzebuję korepetycji w trybie „od zaraz”. Traf chciał, że moja siostra miała wtedy zajęcia z matematyki z niezrównanym M., który podobno świetnie tłumaczył i nawet sprawił, że trochę polubiła Królową Nauk. Okazało się, że M. dla mnie również znajdzie czas… 2 razy w tygodniu! Dodatkowo porozmawiałam z moim nauczycielem matematyki i stwierdziliśmy, że najlepiej będzie, jeśli zapiszę się na konsultacje w szkole. Tak też zrobiłam i teraz mam przed sobą MMS – Miesiąc Matematycznego Szaleństwa. Trzy razy w tygodniu, aż do samego terminu testu – 24 maja. Dodatkowo w księgarni nabyłam estetyczne, zawierające cały materiał z zakresu gimnazjum na 300 stronach, repetytorium Operonu i publikację Testy i arkusze gimnazjalne. Podsumowaniem: wiem już, gdzie, kiedy, z kim i z czego będę się uczyć. Pełna satysfakcja.

Tą krótką anegdotą pragnę pokazać swoim czytelnikom, ile można zdziałać, jeśli tylko ma się plan i wizję rezultatu. Niesamowite jest to, że teraz, kiedy myślę o swoich dodatkowych zajęciach, nie krzywię się z niesmakiem ani nie wyję żałośnie. Czuję ekscytację i dumę, że mam przed sobą tak ambitne wyzwanie! Uwielbiam zadania, które wymagają wiele wysiłku i energii, ponieważ wykonując je mam poczucie, że się rozwijam, pnę do góry. Pozbywam się wrażenia, że stoję w miejscu z założonymi rękami i jestem jedynie obserwatorem swojego życia – staję się jego aktywnym uczestnikiem! Pamięć o celu sprawia, że człowiek staje się bardziej zdyscyplinowany, asertywny, pewny siebie, świadomy własnej wartości i sensu swojego życia. Jest uskrzydlająca i fascynuje swoją tajemnicą… nie możemy przecież przewidzieć skutku swoich działań, a jedynie dążyć do osiągnięcia wymarzonego rezultatu!

Jestem miłośniczką idei samodoskonalenia – dążenia do stania się się najlepszą wersją samego siebie. Wpadam w chandrę, kiedy nie mam żadnego bodźca do pracy, powodu, by każdego ranka budzić się z myślą, że : mam cel podróży i znam drogę, więc mogę wyruszyć na podbój świata! Jeszcze niedawno takim bodźcem był dla mnie mój blog. Wykreowałam w głowie obraz strony jako swojej wizytówki, reprezentującej mój charakter, pasję – słowem wszystko, co mnie charakteryzuje. Nigdy bym nie przewidziała, że pewnego dnia bezpośrednią motywacją będzie dla mnie nauka matematyki. Życie lubi zaskakiwać, nieprawdaż ?

Główną inspiracją do napisania tego tekstu był niesamowity TED amerykańskiego przedsiębiorcy i autora poradników, Tima Ferrissa: Smash fear, learn anything. 

Pozdrawiam Was ciepło w słoneczny, kwietniowy poranek!

S.

P.S Pamiętajcie – możecie więcej, niż jesteście w stanie sobie wyobrazić :). Kiedy patrzę na moich rówieśników, którzy życie podporządkowali swojej pasji i stworzyli unikatowe projekty i budzące natchnienie przedsięwzięcia, rozpiera mnie radość, że należę do gatunku ludzkiego!

 

 

 

 

Advertisements
Zwykły wpis

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s