Dusza

O ludziach – dementorach

IMG_9620

weheartit.com

Czasami jesteśmy tak zahipnotyzowani daną osobą, że nawet nie dostrzegamy, gdy składa na naszych wargach Pocałunek Śmierci.

Ostatnio nie mogę uwolnić się od myśli, że ciągnie mnie do niedostępnych, chłodnych chłopaków ze skłonnościami do manipulacji, a nawet przemocy – i to zarówno słownej, jak i fizycznej. Nie potrafię tego zrozumieć…

Kiedy stałam się dziewczyną, którą interesuje jedynie wygląd? I dlaczego tak łatwo mi zapomnieć o wszelkich wadach danego faceta, bo „jest nieziemsko przystojny”?! Nie znoszę tego w sobie. Wstydzę się. Jest mi z tego powodu makabrycznie głupio. Mam ochotę, wzorem Zgredka, przytrzasnąć sobie uszy drzwiczkami do piekarnika. Przecież jestem oczytaną, rozgarniętą młodą kobietą, która powinna doskonale wiedzieć, w co się pakuje, zakochując się w… manipulatorze? Oszuście? Flirciarzu? Nie potrafię go nawet nazwać. Zwyczajnie brak mi słów, by określić, kim dokładnie jest. Jedno wiem na pewno – nie jest chłopakiem dla mnie. Może mieć te swoje nieziemskie oczy, idealnie wyrzeźbione ramiona, zabójczy uśmiech… Ale już dosyć. Enough is enough. Dlaczego?

Bo w głębi duszy wiem, że nie. Bo samo śliczne opakowanie nie świadczy o zawartości. Może skusić, umiejętnie przyciągnąć uwagę – ba, nawet podbić serce! Jednak na dłuższą metę to, co się liczy, to osobowość. Jaka ta osoba jest naprawdę, głęboko w środku? Czego nie przyćmi nawet najbardziej urzekająca powierzchowność? Jeżeli ktoś jest z gruntu zły, prędzej czy później odsłania przed nami swe brzydkie, odpychające oblicze. Z drugiej strony, gdy ta osoba jest wewnątrz ciepła, dobra, troskliwa – wszystkie te cechy opromieniają ją światłem, sprawiają, że chce się koło niej przebywać, mimo, iż nie zawsze wpisuje się ona w klasyczny kanon piękna.

Wyznam bez ogródek – ostatnio się sparzyłam. Osoba, którą obdarzyłam całym moim zaufaniem, przez pewien (krótki!) czas bardzo mi bliska, którą nazywałam moim przyjacielem, a niekiedy nawet bratnią duszą (tutaj rada: nigdy nie śpieszcie się z określaniem w ten sposób dopiero co poznanej osoby. Pamiętajcie, że wszystko się jeszcze może zmienić. Absolutnie, dosłownie, całkowicie wszystko.), okazała się… krótko mówiąc nieprzyjemnym człowiekiem. Najlepsze jest to, że od początku miałam co do niej wątpliwości. Intuicja podpowiadała mi, że to się dobrze nie skończy. Z niezrozumiałych dla mnie teraz powodów, dużo przyjemniej było mydlić sobie oczy, ignorować coraz wyraźniej rysujące się wady tej postaci, drobne, szpetne skazy na gładkiej i lśniącej powierzchni kamienia szlachetnego. Byłam zaślepiona jego blaskiem, gotowa na wielkie poświęcenie, byle tylko móc rozkoszować się jego widokiem. W pewnym momencie zakochałam się po uszy. Były lepsze i gorsze dni – gdy wydawało mi się, że odwzajemnia moje uczucia i, wręcz przeciwnie – kiedy zalewałam się łzami, bo znów mnie skrzywdził. A ranił mnie zazwyczaj wtedy, gdy najmniej się tego spodziewałam, w chwilach, kiedy byłam spokojna co do swoich i jego uczuć. Teraz już wiem, że bałam się spojrzeć prawdzie w oczy. Oglądałam rzeczywistość przez różowe okulary, żyłam marzeniami, kreowałam w głowie setki, tysiące bajecznych wizji, mimo, iż nie miałam do tego najmniejszych podstaw. Unosiłam się na obłokach snów, byłam na mentalnym haju, choć w środku czułam się pusta, nieszczęśliwa, a moje poczucie wartości kruszyło się i rozpadało w zastraszającym tempie. Aż wreszcie, pewnego dnia – a był to, nie przymierzając, piątek 13 – zrozumiałam: nie mogę tak dalej żyć. Nie wolno mi marnować swego cennego czasu na relacje z toksycznymi ludźmi, wysysającymi ze mnie wszelkie pozytywne myśli. I wtedy w mojej głowie, znikąd, pojawiła się myśl:

Niektórzy ludzie to dementorzy. Potrzeba silnego patronusa, by się przed nimi obronić. 

Zaczęłam rozmyślać nad tym, w jaki sposób mogę uniknąć podobnych sytuacji w przyszłości. Słowem: jak zapobiec ponownemu zauroczeniu chłopakiem, który jest niczym wydmuszka – z zewnątrz atrakcyjny i pociągający, ale pusty w środku? Jak odróżnić iluzję od prawdy? I najważniejsze: co zrobić teraz? Jak wybrnąć z obecnej sytuacji?

Chciałabym móc powiedzieć, że w mojej głowie od razu powstał szczegółowy plan działania. Że, jak za dotknięciem magicznej różdżki, wystarczyło jedno słowo i pojawiło się gotowe rozwiązanie. Bynajmniej!

Prawdę mówiąc, wciąż szukam odpowiedzi. Ale głęboko wierzę, że z każdym dniem jestem bliżej jej znalezienia. Wciąż jeszcze mam nadzieję, że przelewając swój strach i bezradność na papier, znajdę ukojenie, wsparcie i motywację, by iść naprzód, nie oglądając się za siebie. Na razie mam jedynie pewność, że postąpiłam właściwie, odcinając się od Niego. Może czas, bym przestała oczekiwać, że inni zabliźnią moje rany i zajęła się leczeniem ich na własną rękę?

Czy kiedykolwiek znaleźliście się w podobnej sytuacji? Jeśli tak – co sprawiło, że udało Wam się wyjść na prostą?

Jaką postać przybrał Wasz patronus?

S.

Advertisements
Zwykły wpis

3 thoughts on “O ludziach – dementorach

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s