Cykl

Pani Swojego Czasu #1 – planuj z głową!

IMG_5563
weheartit.com

Nie jestem mistrzynią organizacji.
Zapytaliście mnie w komentarzach, czy mogłabym coś poradzić, podpowiedzieć, jak się ogarnąć, pogodzić obowiązki z przyjemnościami, spotkaniami ze znajomymi czy pasją.
Odpowiedź Was rozczaruję – bynajmniej nie przychodzą mi do głowy żadne inne rady oprócz jednej, ostatnio niezwykle popularnej i już nieco oklepanej – planuj z głową! Nie na szybko, byle jak. Nie chodzi o planowanie na kolanie, ale o rozpisanie sobie na kartce wszystkich ważnych spraw, jakie mamy do załatwienia w nadchodzącym tygodniu, miesiącu. To będzie pierwszy krok, jaki wykonamy na drodze do mądrzejszego zarządzania swoim czasem.

Jestem osobą, która uwielbia szczegóły!
Lubię mieć wszystko na kolorowo, wyraźnie, ładnie, czysto.
Ostatnio wypracowałam w sobie nawyk do planowania z wyprzedzeniem. W każdą niedzielę wieczorem drukuję plan tygodnia, oznaczam na nim:

na czerwono – sprawy związane ze szkołą, a więc terminy nadchodzących testów, kartkówek, wyjść klasowych czy wyjazdów,
na zielono – blog, np. kolejny post z serii (patrz —> Kulisy blogowania),
na różowo – długoterminowe projekty: czytanie lektury, przygotowywanie się do testu gimnazjalnego, dodanie kolejnego slajdu do prezentacji itd.,
na niebiesko – inne, czyli moja ukochana kategoria, pełen misz – masz: zajęcia jazzu, urodziny, długie weekendy, ferie i wakacje :)!

Muszę przyznać, że taka rozpiska niesamowicie ułatwia życie, a po jej wykonaniu jestem spokojniejsza i mogę przystąpić do wyznaczania priorytetów. Zazwyczaj wyzwanie stanowią rzeczy, którymi najbardziej się denerwuję – za nie zabieram się najpierw! Znacie to uczucie dumy i ulgi, kiedy wykonacie zadanie, które wisiało nad Wami już od jakiegoś czasu? Pomyślcie tylko, że moglibyście od razu skreślić nieprzyjemny obowiązek ze swojej listy ‚to do‚ i zająć się przyjemniejszymi rzeczami.
Czy to Was nie zachęca?

Oprócz tygodniowego planu, który zawsze mam pod ręką, znam jeszcze inne przydatne narzędzie do organizacji swojego czasu. To kalendarz z podziałem 1 na 1 – 1 dzień na 1 kartkę. Nie wyobrażam sobie, żebym mogła używać innego! Lubię, kiedy w moim organizerze jest wystarczająco dużo miejsca zarówno na sprawy szkolne, jak i na kolor zielony, niebieski, różowy. Myślę, że kalendarz powinien być naszą wizytówką i przyjacielem, a nie zniszczonym zeszytem z niedbale zaznaczonymi datami co ważniejszych wydarzeń.

Zastanówcie się, co jest dla Was ważne i co chcielibyście zrobić w przyszłym tygodniu.
Już pierwszą myśl (nieważne, jak głupia Wam się wyda) zapiszcie na kartce, w przypomnieniach, w kalendarzu. Jeśli pojawiła się w Waszej głowie, to już jest znak, że jest dla Was ważna, że powinniście poświęcić jej więcej uwagi. Tak właśnie było w moim przypadku!

Niedawno nabyłam też rzecz, o której do tej pory nigdy nie słyszałam i nawet nie przypuszczałam, że jest mi potrzebna! To narzędzie to… teczka. Jednak nie taka zwykła, do której wkładamy wszystkie kserówki, jakie nam wpadną w ręce – co to, to nie! Jest to teczka z podziałem na kieszonki! Każdą z nich możemy nazwać, jak nam się żywnie podoba i wkładać do niej tylko kartki związane z tematem. Moją zdobycz uwieczniłam na zdjęciu we wstępie do serii, jeśli więc nie czytaliście ostatniego wpisu, odsyłam Was do fotografii.

To już prawie wszystko, co wiem na temat teorii organizacji. Prawie, ponieważ jest jeszcze jedno narzędzie, które może Wam pomóc zaplanować z głową bliższą i dalszą przyszłość. Nazywam je drabiną do celu! Jest to o tyle wygodna drabina, że w każdy jej szczebel możemy wpisać jeden krok, który wykonamy, by zbliżyć się do naszego marzenia.
Zastanówcie się, co jest Waszym priorytetem i skupcie się na tej jednej rzeczy.

Czy to nie wspaniałe, że możemy sami rozplanować ścieżkę do sukcesu, a kiedy ustalimy już, co, jak i kiedy, wystarczy, że zaczniemy się wspinać, szczebel po szczeblu? 🙂

Życie to wspinaczka, pokonywanie przeszkód i ciągła walka z przeciwnościami losu.
Miejcie pod ręką plan i pamiętajcie o celu, bo tylko wtedy Wasze działania będą miały sens!

P.S Inspiracją do utworzenia własnej serii dotyczącej zarządzania czasem była książka „SOAR”, napisana przez Susan Kruger. Jeśli ten tytuł jeszcze nigdy nie obił się Wam o uszy, zajrzyjcie koniecznie na stronę autorki.

Zwykły wpis
Cykl

Pani Swojego Czasu vs. Królowa Organizacji – zapowiedź cyklu

IMG_5474
Jestem poukładana… ale bez przesady.
Lubię się uczyć, jednak nie cierpię zaniedbywać swoich pasji.
Staram się wykonywać swoje obowiązki jak najlepiej, lecz ze świadomością, że 80% mi wystarczy.
Nie chcę więcej!
Chcę.
I właśnie to jest mój problem.

Temat organizacji czasu fascynuję mnie chyba od zawsze.
Uwielbiam czytać teksty o metamorfozach, wskazówki i rady, jak efektywnie pracować/uczyć się.
Mądre zarządzanie czasem to coś więcej niż cenna umiejętność – to wspaniały dar!
Niestety nie da się go kupić.
Nie pojawia się na nasze zawołania, nie spada z kosmosu czy księżyca…
Na to, że przyniesie nam go bocian także nie możemy liczyć.
Smutna i bolesna prawda jest taka, że sami musimy tę umiejętność wypracować.
To od nas zależy, czy będziemy robić wszystko na ostatnią chwilę, pod wpływem stresu i paniki, czy może zaczniemy PLANOWAĆ.
Odhaczać wykonane zadania z listy i pozbywać się ich raz na zawsze.

Po wykreśleniu obowiązków z rozpiski możemy z czystym sumieniem zająć się przyjemnościami.
Czytaniem powieści pod kocem, popijając gorącą herbatę z syropem malinowym.
Oglądaniem ukochanego serialu.
Nurkowaniem, malowaniem paznokci, śpiewaniem, słuchaniem muzyki.
Spaniem.

Czy nie o to właśnie chodzi w mądrym zarządzaniu czasem?
O równowagę i czas zarówno na pracę, jak i na relaks?

Mam pewną teorię.
Wyobrażam sobie, że istnieją we mnie dwie postacie.
Pierwsza to Pani Swojego Czasu, a druga – Królowa Organizacji.
Jak myślicie, która jest rozsądniejsza?
Która z nich rozkoszuje się życiem, umiejętnie godzi obowiązki z przyjemnościami i czerpie radość z samego istnienia?

a) PSC
b) KO

Już macie odpowiedź.

Jaka jest w takim razie Królowa Organizacji?

Ta część mojej natury jest perfekcjonistką i choleryczką.
Wszystko robi dokładnie, idealnie, każda kreska musi być jak spod linijki.
Skupia się na szczegółach, zatraca w błahostkach, uczy na pamięć bezsensownych kwestii z podręcznika, ale nie umie wytłumaczyć, co dane zdanie ma wspólnego z tematem.
Mimo, że tak się stara i spędza mnóstwo czasu na nauce i planowaniu, KO nie umie się uczyć!
Paradoks?
Spójrzmy na nią z pewnej odległości.

Ta kobieta zwyczajnie nie potrafi ustalać priorytetów.
Każde zdanie świeci się u niej na czerwono, obdarzone tuzinem wykrzykników, a tygodniowa rozpiska jest tak szczegółowa, że aż niemożliwa do zrealizowania!

Natomiast Pani Swojego Czasu potrafi uczyć się z głową.
Dawkuje sobie wiedzę w małych kawałeczkach i NIGDY nie zapomina o nagrodzie.
Jest przekonana, że w życiu są rzeczy ważne i ważniejsze, a że jest dziewczyną świadomą i inteligentną, wybiera tylko większe kamienie.
Na chwilę zapomina o sypkim, nietrwałym piasku i wodzie, która szybko przecieka przez palce.
Nie pozwala, by rozpraszacze przeszkodziły jej w realizacji wyznaczonych sobie celów.
Wspina się po drabinie do sukcesu, szczebel po szczeblu.
Każdy stopień pokonuje z uwagą i ostrożnie, pilnuje, by nie potknąć się z emocji i nie zmarnować swojej pracy.
Jest z siebie dumna, ale nie zatrzymuje się w połowie drogi ani nie ogląda za siebie.
Mierzy siły na zamiary.

***

Tym wstępem chciałabym rozpocząć nowy cykl na moim blogu.
Nie zrozumcie mnie źle – nie rezygnuję ze środowych „Kulisów blogowania„, ponieważ mam jeszcze kilka tekstów w zanadrzu.
Muszę jednak tymczasowo zawiesić „Subte(linki) niedzielne„.
Podsumowania tygodnia sprawiają mi frajdę, ale mam tworząc je poczucie, że oddalam się od tematu przewodniego mojego blogu, że dryfuję w zupełnie innym kierunku.
Już nie chcę opisywać cudzych tekstów – pragnę rozwijać swój warsztat pisarski, zająć się blogowaniem na poważnie, pisać na tematy pożyteczne i intrygować.
I jeszcze jedno – chcę, by „Polub siebie” było moje i tylko moje :).

Oczywiście inspiracje z innych stron są dla mnie niezwykle ważne i – co tu kryć – potrzebne, kiedy jestem w dołku i przechodzę kryzys twórczy.
Dlatego znajdę sposób, by informować Was na bieżąco – nie martwcie się!

A teraz mam do Was małą prośbę…
Teksty z nowej serii będą ukazywały się w niedzielę, zamiast cotygodniowych podsumowań.
W każdym z nich zamieszczę kilka rad, jak stać się Panią Swojego Czasu.
Zorientowałam się jednak, że nie mam zielonego pojęcia, jak zatytułować cykl.
Wena mnie opuściła.
W najmniej pożądanej chwili.

Czy chcielibyście pomóc mi nadać odpowiedni tytuł?
Piszecie takie kreatywne komentarze…

Zwykły wpis
Cykl

Kulisy blogowania – odsłona Happier at Life

W Kulisach blogowania piękne jest to, że co środę wypowiada się inny bloger!
Każdy dostrzega w blogowaniu coś innego, zwraca uwagę na różne rzeczy, tworzy według własnego planu, pisze innym stylem.
Czytanie postów moich koleżanek i kolegów po fachu, poznawanie ich punktu widzenia, zagłębianie się w ich przemyślenia pozwala mi – ciągle jeszcze rozwijającej się autorce – spojrzeć na świat z innej perspektywy.

Dzisiaj chciałabym z całego serca podziękować wszystkim blogerom, którzy do tej pory wysłali mi teksty, dołączyli do cyklu, wspierali mnie komentarzami i dopingowali swoim entuzjazmem…

Jesteście wspaniali!
Mieliście swój udział w moim życiu, a także na stronie, pomogliście mi na nowo odnaleźć wenę twórczą, stanąć na nogi i wrócić na właściwą ścieżkę.
Byliście, jesteście i będziecie (w przyszłości) moją inspiracją.
Wielkie brawa dla Was!

Co by nie przedłużać – przedstawiam Wam kolejny tekst z serii.
Jego autorka jest Mari z bloga Happier at Life.
Czytajcie uważnie, bo na końcu tekstu znajdziecie małą niespodziankę…

***
IMG_5464
weheartit.com

Bardzo podoba mi się cykl postów o blogowaniu stworzony przez Subtelną.
Myślę, że ta seria pozwala na nowo przemyśleć swój stosunek do blogowania i poznać punkt widzenia innych osób.
Np. tutaj możecie przeczytać tekst Krufki, która fascynująco opowiada o swoich początkach w sieci.

Jeśli mam wybierać między opisaniem tego, dlaczego bloguję, a wytłumaczeniem, co jest – według mnie – najważniejsze w blogowaniu…
Zdecydowanie wybieram drugą opcję!
Odpowiedź na pierwsze pytanie możecie znaleźć w tekście: 5 powodów dlaczego blogowanie jest dobre.

W blogosferze siedzę od dawna: obserwuję, porównuję i wyciągam wnioski.
Często natrafiam na ciekawe, ale opuszczone od lat blogi, na te usunięte i tymczasowo zamknięte.
Powinniśmy założyć cmentarzysko porzuconych internetowych pamiętników, wspierać akcje przygarnij bloga (kiedyś coś takiego było, jak jest teraz – nie wiem).
Zawsze mnie zastanawiało, co stało się z właścicielem bloga i dlaczego już nie pisze.

Założyłam, że istnieją 3 główne problemy:

1. Brak inspiracji – szczególnie rzuca się to w oczy na blogach tematycznych.
Autorowi może się wydawać, że temat został już wyczerpany – w końcu ile można?

Moja Rada:
Lub, uwielbiaj, kochaj się w temacie, na który piszesz!
Zaczytuję się w inspirujących tekstach związanych z rozwojem i organizacją czasu.
Porady zawarte w takich wpisach wypróbowuję później na własnej skórze!
Zastanawiam się, dlaczego coś skutkuje lub nie.
Obserwuję.

2. Brak interakcji z odwiedzającymi – intrygują mnie ciekawe blogi, na których nie ma komentarzy.
Zastanawiam się, czy rozmowy przenoszą się wtedy na fanpage’a bloga, ale zauważam, że go nie ma.

Moja rada:
Poznaj swoich czytelników – są to osoby, które lubią spędzać czas czytając Twoje przemyślenia i sprawia im to frajdę.
Dowiedz się, jakie tematy ich interesują, wchodź z nimi w dyskusje na blogu lub fanpage’u.
Pamiętam ten moment, kiedy blog dopiero powstał, to były wakacje, świeciło słońce, ptaki śpiewały, jednak ja nie zwracałam uwagi na cudowną pogodę za oknem – całe dnie przebywałam w klimatyzowanym pomieszczeniu, pisząc jak być szczęśliwym, a później byłam szczęśliwa, kiedy obserwowałam, że ktoś moje wypociny czyta!
A jak już czytał, to czułam, że tworzymy razem team, który może wiele zdziałać.
To uczucie towarzyszy mi do dziś!

3. Za rzadkie lub za częste dodawanie notek wywołuje skutki opisane w punkcie 1 lub 2.
Mam świadomość, że dla każdej dziedziny, tematu przewodniego, opisywanego stylu życia istnieje inna regularność dodawania postów.
Mówi się, co prawda, o optymalnej częstotliwości – co dwa dni – ale czy na pewno potrzebuje tego Styledigger, Zombie Samuraj, Prosty Blog?
I choć tutaj wymieniłam blogi znane, które mają stałą rzeszę czytelników, tym, co je łączy, jest wartość, którą prezentują w każdym wpisie!

Moja rada:
Obserwuj, co się dzieje na blogu, kiedy publikujesz codziennie i jak to się zmienia, kiedy dodajesz posty raz w tygodniu.
Kiedy pojawiają się nowi czytelnicy?
Czy ktoś rezygnuje z subskrypcji?

Wiem, że nie wolno przesadzić w żadną stronę, chociaż zdarza mi się to nierzadko!
W styczniu – lutym tekstów było u mnie aż nadto: wyzwania fotograficzne u Uli, podróż do Kijowa, osobiste wyzwania miesięczne, z kolei w czerwcu – lipcu co kot napłakał: wakacje, podróże, pisanie artykułów, praca zawodowa.

Pamiętaj jednak – nic na siłę!
Najważniejsze, by być osobą autentyczną, która subiektywnie dzieli się swoimi przemyśleniami.
Myślę, że ostatnie zdanie idealnie podsumowuję moje Kulisy!

A teraz… niespodzianka!
Mam dla Ciebie, Czytelniku, drobne ćwiczenie :).
Wykonaj je TERAZ – jeszcze zanim zamkniesz tę stronę, komputer i wrócisz do własnych spraw.
Jest to zadanie ważne i potrzebne, zwłaszcza jeśli myślisz o tym, by poprawić jakość tekstów na swoim blogu.

Weź kartkę i długopis.
Na górze kartki napisz pytanie:

Co sprawi, że mój blog umrze?

Wypisz wszystkie skojarzenia, przelej na papier wszystkie swoje obawy i małe strachy, a jeśli masz poczucie, że JUŻ przyczyniasz się do śmierci swojego miejsca w sieci, wejdź na stronę i spójrz na swoje dzieło krytycznym okiem.
Zastanów się, co robisz źle, nie tak, jak podpowiada Ci Twój Wewnętrzny Głos.
Co robisz bez porozumienia z samym sobą, odruchowo, machinalnie?

Zaufaj swojej intuicji, nie bój się zmieniać, modyfikować, a nawet przewracać do góry nogami swojego wyobrażenia o stronie idealnej.
To ty jesteś panem i władcą – Twoje pomysły są najważniejsze.

Internetowy pamiętnik powinien być Twoją wizytówką, miejscem, w którym czujesz się swobodnie, bezpiecznie, którego przeglądanie nie wywołuje u Ciebie wyrzutów sumienia czy wstydu.
Życzę Ci wytrwałości i cierpliwości do samego siebie i mam nadzieję, że dopuścisz do głosu intuicję!
Mari

Zwykły wpis
Cykl

Kulisy blogowania – odsłona Brain Waves

Podła ze mnie istota!
Kulisy blogowania pojawiały się do tej pory wczesnym rankiem, ledwo słońce wzeszło, żebyście mogli przeczytać je, wylegując się w łóżku, popijając kawę z pianką.
(Ok, taka jest moja wizja idealna, możecie jednak modyfikować ją wedle własnego gustu i nastroju!).
Dzisiaj wyszło na jaw moje gapiostwo i niekonsekwencja, bo serwuję Wam kolejną odsłonę już w wersji kolacyjnej!
Mam nadzieję, że przymkniecie oko na ten wybryk (niech to zostanie między nami! ;)) i że podejdziecie do czytania z takim optymizmem, jak dotychczas.

Dzisiejsze kulisy urzekły mnie swoją prostotą – Iga z bloga Brain Waves potraktowała temat poważnie, skupiła się na „dużych kamieniach” (wielbiciele Coveya wiedzą, o czym mówię), czyli na tym, co uważa za najbardziej istotne.
W blogowaniu, oczywiście.

Osiem punktów.
Osiem kluczowych słów, wskazówek, które doprowadzą nas do spełnienia marzeń.
Słodka obietnica sukcesu…

To co?
Dacie się skusić?

***
IMG_5425
weheartit.com

Witajcie!
Mam na imię Iga i prowadzę bloga Brain Waves.
Dzisiaj chciałabym przedstawić Wam moją historię!
Zacznijmy od pierwszego, najprostszego pytania.
Tak na rozgrzewkę.

Skąd wziął się pomysł, by założyć bloga?

Zawsze lubiłam pisać.
A z racji studiowania kierunku, o którym zawsze marzyłam, postanowiłam dzielić się swoją pasją i zdobytą wiedzą z innymi.
Wiele ludzi, których poznałam po zapytaniu co studiuję (jestem studentką psychologii stosowanej na UJ), robiło wielkie oczy i kazało sobie czytać w myślach.
Branie psychologii za pewien rodzaj „szamaństwa” zawsze mnie irytowało – moim celem już na starcie było zapoznanie ludzi z psychologią oraz zwalczanie związanych z nią stereotypów.
Najbardziej skupiłam się na tematyce samorozwoju, zagadnień poświęconych coachingowi (który niestety często jest utożsamiany z wyciąganiem od ludzi kasy za nic).
Na początku blog nazywał się „Jak zostać coachem”.
Uznałam jednak, że tytuł ten jest zbyt wąski i tylko mnie ogranicza.
Zmieniłam go więc na nazwę teraźniejszą.

Gdy blog miał już ponad pół roku, dojrzałam do decyzji o powiększeniu zespołu.
Teraz nad treścią pracują – oprócz mnie – jeszcze dwie osoby: Magda i Andrzej.
Każdy z nas specjalizuje się w odmiennej tematyce i skupia na odrębnych zagadnieniach dotyczących samorozwoju.
Po krótkim czasie postanowiliśmy wyjść poza działalność czysto blogową i założyliśmy firmę o tej samej nazwie! 🙂
Tak właśnie spełniłam moje największe marzenie…

Co jest – moim zdaniem – najważniejsze w blogowaniu?

1. Content – treść.
Wybierając swój, miałam na uwadze to, czego ludzie potrzebują, o czym chcieliby przeczytać i czego nowego się dowiedzieć.
Content nie powinien być zbyt szeroki – stawiam na specjalizację w kilku dziedzinach, żeby nie skończyć na pisaniu „o wszystkim i o niczym”.

2. Grupa docelowa – warto już na początku określić grupę potencjalnych odbiorców.

– Do kogo zwracam się w swoich postach?
– Ile ta osoba ma lat, jaki ma status (ucznia, studenta itp.), czym się zajmuje?
Pomaga to w spersonalizowaniu swoich tekstów, przez co będą one lepiej odbierane!

3. Styl – w pisaniu oraz wyglądzie strony stawiam raczej na minimalizm i przejrzystość.
Zdania nie powinny być przesadnie rozbudowane, a grafika – rozpraszająca.
Czytelnik ma „płynąć” przez tekst.
Im dłuższe i skomplikowane zdania, im więcej dystraktorów na stronie – tym gorzej się czyta!
Z bardziej technicznych rzeczy – staram się zawsze pamiętać o wyjustowaniu (wyrównaniu) tekstu.

4. Autentyczność – jeśli prowadzisz bloga o nauce języków obcych, to się ich ucz.
Jeśli piszesz o samorozwoju – rozwijaj się!
Niby bardzo proste, ale stosunkowo rzadko za słowem pisanym idzie praktyka, działanie.
Mam to szczęście, że akurat społeczność blogowa, do której należę, składa się z samych ludzi czynu.
Jest to niezwykle motywujące!

5. Systematyczność – na początku mi było ją wypracować.
Myślałam, że napisanie jednego posta na dwa tygodnie to już szał!
Tak nie jest.
Myślę, że regularne pisanie nie tylko przyzwyczaja odbiorców do Twojej aktywności, ale jest też sposobem, by wyrazić szacunek.
Kiedy już zadeklarujesz że np: w każdy piątek wrzucisz nowy artykuł z cyklu, nie masz wyjścia – nie możesz dać plamy!

6. Oryginalność – świetnie, jeśli Twój blog się wyróżnia – treścią, pomysłem, wyglądem.
To sprawia, że ludzie go zapamiętują i chcą do niego wrócić.
Oryginalność rozumiem także jako nie kopiowanie treści, pomysłów innych blogerów.
Można się inspirować – po to przecież są blogi! – ale robienie kalki nigdy nie wychodzi na plus, nie świadczy też dobrze o autorze, który się tego dopuścił.

7. Pasja – bez niej pisanie jest pozbawione emocji, staje się nudne i zamienia w przykry obowiązek.
Dla mnie jest ona najistotniejszym ze wszystkich czynników, a także najskuteczniejszym motorem do działania!

8. Misja – czyli określenie celu pisania.

– Po co to robię?
– Co chcę przekazać swoim czytelnikom?
– Co pragnę wnieść do życia moich odbiorców?

Na koniec – wszystkim, którzy myślą o założeniu własnego bloga życzę wiary w siebie i samych sukcesów! 🙂
Tylko osiem kroków dzieli Was od spełnienia marzenia!
Czy jesteście gotowi, by postawić stopę na nieznanym, jeszcze niezbadanym gruncie?

Zwykły wpis
Cykl

Kulisy blogowania – odsłona Happyholic

Dzisiaj o blogowaniu wypowie się Justyna z bloga Happyholic – blogerka niezwykle inspirująca i szczera, a przy tym jakże optymistyczna!
Post jej autorstwa wywołał uśmiech na mojej twarzy, urzekła mnie jego prostota i prawdziwość.
Ten tekst to jednocześnie historia z życia wzięta, zbiór porad dla żółtodziobów, jak i recepta na szczęście, sprawdzony przepis na czerpanie radości z życia.
Mam nadzieję, że lektura umili Wam zimny, październikowy poranek.
Zwłaszcza, jeśli przeczytacie wpis powoli, delektując się każdym słowem, z kubkiem rozgrzewającej herbaty/kawy/czekolady w ręce 🙂
IMG_5387
weheartit.com

***

Moja przygoda z blogowaniem rozpoczęła się w październiku 2011 roku – wielkimi krokami zmierzamy właśnie do drugich urodzin mojej strony Happyholic.

Potrzeba założenia bloga była efektem mojej pasji. Od dłuższego czasu zaczytywałam się w książkach i artykułach o szczęściu.
Ten temat całkowicie mnie pochłonął!
Czytając kolejne teksty dotyczące czerpania radości z życia, coraz częściej przychodziła mi do głowy myśl:
Ja też mogłabym dodać sporo od siebie w tym temacie!

Miałam jeden cel: zostać ekspertem od spraw szczęścia.
Nadszedł czas, w którym już nie chciałam zatrzymywać swojej wiedzy dla siebie. Postanowiłam podzielić się swoimi doświadczeniami, inspiracjami z innymi ludźmi.
I tak właśnie wpadłam na pomysł założenia bloga.

To była jedna z lepszych decyzji w moim życiu.
Dzięki blogowaniu:

Mogę dzielić się tym co kocham i na czym najlepiej się znam z innymi,

Mobilizuję samą siebie do działania – jeżeli o czymś piszę, chcę stosować to również we własnym życiu, dzięki czemu wciąż aktywnie pracuję nad własnym rozwojem,

Poznaję fantastycznych ludzi (również na żywo!),

Mam niesamowitą frajdę z inspirowania innych – nie da się opisać tego, co czuję, gdy dostaję maile z podziękowaniami za cenne wskazówki i rady, które pomogły komuś zmienić swoje życie – cudowna sprawa!

Pracuję nad umiejętnościami pisania, co pomoże mi spełnić jedno z moich marzeń, czyli wydanie własnej książki,

Stałam się szczęśliwszym człowiekiem – blogowanie jest teraz moją pasją!
Prowadzenie własnej strony sprawia, że moje życie jest barwniejsze.

Kilka rad dla początkujących (i nie tylko) blogerów:

*Zastanów się nad tematyką, która będzie interesująca zarówno dla Ciebie jak i dla Twoich czytelników.

Pomyśl w jakiej dziedzinie możesz stać się inspiracją dla innych!
Obecnie w sieci istnieje cała masa przeróżnych blogów.
Jeżeli chcesz się wyróżnić, Twój blog musi przyciągać uwagę, być jedyny w swoim rodzaju!
Możesz pisać o tym, że rano wyszedłeś do szkoły, dostałeś piątkę, a wieczorem spotkałeś się z babcią, ale istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że nikogo to nie zainteresuje.

*Zadbaj o szatę graficzną swojego bloga.

Blog musi być przyjemny w odbiorze, czytelny, przyjazny. Jeżeli z przekazywanymi przez ciebie treściami będą współgrać zdjęcia, zadbaj o to, by fotografie były odpowiedniej wielkości i dobrej jakości.

Przeglądam dziesiątki różnych blogów i szczerze mówiąc często tym co sprawia, że zostaję na dłużej i wczytuję się w artykuły, są właśnie grafiki i dobre pierwsze wrażenie.
Jeżeli strona wygląda na spójną, wzrok przyciągają piękne fotografie, to podświadomie czuję, że ten blog jest prowadzony na poważnie.
Z jaskrawych stron z niesformatowanym tekstem zwyczajnie uciekam!

*Nawiąż kontakt z innymi blogerami.

Możesz prowadzić fantastyczną stronę, lecz jeśli inni nie będą wiedzieć o jej istnieniu, nie stanie się ona popularna!
Poszukaj blogów o podobnej tematyce, prowadzonych przez osoby, które może zainteresować to, o czym piszesz.
Komentuj posty, które cię zainteresują, ale nie idź na łatwiznę!

Uwagi w stylu: „fajny blog – zapraszam do siebie„, czy „obserwujemy?” uznawane są za zwykły spam.
Przekaż w komentarzu coś od siebie, żeby było jasne, że przeczytałeś artykuł i jesteś zainteresowany jego treścią.
Nie dawaj do zrozumienia, że wchodzisz na daną stronę tylko po to, by zgarnąć do siebie dzikie tłumy.
To wszystko musi być naturalne!
Uwierz mi – nawiązując kolejne kontakty masz szansę się wybić, sprawić, że coraz więcej osób będzie zaglądało na Twojego bloga.
I to bez pisania natarczywych komentarzy, zapraszających wprost do odwiedzenia Twojego miejsca w sieci.

*Pisz regularnie, stwórz interesujący cykl.

Pierwszą rzeczą, która powinna rzucać się w oczy Twoim czytelnikom, jest fakt, że Twój blog żyje i dobrze się ma!
Jeżeli wchodząc na stronę i szukając najnowszego wpisu widzimy tekst sprzed kilku miesięcy, a w dodatku nie jest on wybitnie interesujący, prawdopodobnie już do tego miejsca nie wrócimy.
Dobrym pomysłem jest stworzenie na swoim blogu cyklu wpisów – przykładem mogą być moje Perełki Tygodnia.
Publikuję je w każdy wtorek i moi czytelnicy mogą mieć pewność, że zaglądając wtedy na mojego bloga, znajdą nowy post z serii.

Możesz również zapowiedzieć, że w kilku kolejnych wpisach rozwiniesz jakiś temat.
Jeżeli pierwszy artykuł z cyklu będzie interesujący, istnieje spora szansa, że reszta również będzie cieszyć się popularnością.

Dodatkowym plusem pisania cyklicznych tekstów czy prowadzenia serii jest mobilizacja do tworzenia.
Kiedy wiesz, że w dany dzień tygodnia czytelnicy czekają na Twój post, najprawdopodobniej go napiszesz i wszelkie wymówki nie będą miały dla ciebie znaczenia.

*Prowadź bloga z miłością.

Swojego bloga trzeba po prostu pokochać.
Pisać najlepiej jak się potrafi, starać się dawać z siebie jak najwięcej, odkrywać w sobie nowe pokłady kreatywności.
Czasem nie chce się siedzieć przed komputerem, brakuje weny – jasna sprawa!
Wtedy nie ma sensu silić się na wymuszone wpisy.
Ale jeśli blogowanie stanie się Twoją prawdziwą pasją, entuzjazm do działania i pomysły na nowe teksty z pewnością do Ciebie wrócą!
Tak było w moim przypadku :).
Justyna

Zwykły wpis
Cykl

Kulisy blogowania – odsłona Nadine

Intrygujący tekst Nadine to cała wiedza potrzebna blogerowi, zawarta w ciasteczku z jakże kuszącym napisem „zjedz mnie„.
Chcecie zostać jej kolegami i koleżankami po fachu?
Po tym tekście całą potrzebną wiedzę będziecie mieć w małym palcu!

Dzisiejszy wpis to opowieść o burzach mózgu, wirtualnych studniach i czerwonym dywanie, cierpliwości i wytrwałości w dążeniu do perfekcji.
Wiem, to wszystko brzmi jak współczesna wersja „Alicji w Krainie Czarów„, jednak Nadine właśnie taka jest – po prostu nie z tej bajki!
Jeśli na poważnie myślicie o blogowaniu, koniecznie przeczytajcie „Kulisy” tej blogerki!
Pamiętajcie, że sukces jest w zasięgu ręki, ale trzeba wiele pracy, żeby naprawdę go dotknąć…

To tyle z mojej strony – serdecznie Was zapraszam do zapoznania się z najnowszym postem z cyklu i życzę smacznego czytania!

***
IMG_5318
weheartit.com

Dawno temu, za górami, za lasami, za krzywą wieżą i rwącym potokiem założyłam pierwszego bloga.
Chwilę potem drugiego, później trzeciego, czwartego i… nawet nie wiem, jaki numer ma Bo Ma Być Mrucznie, ale wiem jedno – dopiero teraz dorosłam do tego, żeby nazwać się blogerką!

Bloguję bo czuję taką potrzebę. Pisanie jest dla mnie wcale nie mniej istotne niż oddychanie.
Mam cztery pudła zeszytów zapisanych drobnym makiem i kilkadziesiąt dokumentów na komputerze.
Piszę od kiedy pamiętam, a blog pozwala mi wylewać wszystkie myśli do wirtualnej studni.

Myślę, że blogerem się po prostu jest i to nie jest coś, czego można się nauczyć.
Żeby blogować trzeba być systematycznym, nieraz zagryzać zęby, poświęcać kilka godzin dziennie, odpisywać, sprawdzać, poprawiać, udoskonalać… i jeszcze czuć coś, kiedy się to wszystko robi – pasję.
To tylko wygląda tak ładnie z zewnątrz, ale tak naprawdę pochłania gigantyczną ilość czasu!
Tyle, że te długie godziny przed komputerem to nie obowiązek, ale coś co my, blogerzy, robimy z wielką przyjemnością :).

Bo blogowanie to styl życia, wieczne zapisywanie pomysłów, robienie zdjęć wszystkiemu co się rusza i nie rusza, uważne obserwowanie i wyciąganie wniosków.
To też jednoosobowe burze mózgu, czyli nieprzespane noce, żeby zaskoczyć czymś czytelnika.

O czym piszę?

Piszę o życiu i o tym, że zawsze warto zrobić coś dla siebie.
Ważny jest dla mnie rozwój i samodoskonalenie.
Od kiedy odkryłam jaką frajdę daje praca nad sobą, zupełnie przepadłam!
Opisuję też swoje życie, które dla mnie wydaje się niezbyt ciekawe (jestem nudziarą), ale wiem, że te historie podobają się odbiorcom.

Mam we krwi niezdarność, nigdy nie panuję nad sytuacją i chociaż staram się wszystko trzymać w garści, to jestem na tyle zdolna, że jeszcze po drodze się potknę.
Czytelnicy lubią Nadine, Joey i Annie, bo to trzy studentki, które obiecały sobie, że „trzeci rok studiów” będzie najlepszym rokiem ich życia i… rzeczywiście był!

Lubią też Pana Wysokiego, bo to – przysięgam – jedyny facet na świecie, który jest wymarzonym partnerem Nadine i w stu procentach ją uszczęśliwia.
Wszystkie te historie brzmią trochę jak opowiadania, a nie ciężki żywot krakowskich studentów, ale są to prawdziwe przeżycia prawdziwych ludzi, którzy jeszcze nie wiedzą co mają ze sobą zrobić w życiu ;).

Moja rada?

Może powiem Wam coś oczywistego, ale właśnie przez to początkujący bloger rzuca blogowanie.
Nic, absolutnie nic nie dzieje się z dnia na dzień i wszystko – NAPRAWDĘ WSZYSTKO – potrzebuje czasu.
Dobry blog obroni się prędzej czy później, a pchanie się z butami na czerwony dywan nigdy nie wychodzi na dobre.
Dajcie sobie czas na blogowanie.
Bądźcie systematyczni i przez rok, dwa lata nie spodziewajcie się cudów.

Oczywiście są blogi, które wybijają się w ciągu kilku miesięcy, ale zdecydowana większość potrzebuje czasu, żeby została odnaleziona w worku setek tysięcy stron internetowych.
Dlatego nie zniechęcajcie się i blogujcie, a jeśli sława ma przyjść to i tak przyjdzie, tak sądzę!
Nie twórzcie dla pieniędzy tylko dla frajdy, bo nie ma nic gorszego, niż robienie czegoś na siłę!

Zwykły wpis
Cykl

Kulisy blogowania – odsłona Krufki

Przed Wami pierwszy post z cyklu „Kulisy blogowania„!
Doszłam do wniosku, że czas najwyższy wziąć się do pisania na poważnie – zobowiązuję się zamieszczać wpisy z serii raz w tygodniu, w środy.

Już za tydzień możecie spodziewać się kolejnego tekstu z cyklu, a dzisiaj o swoich blogerskich początkach opowie Wam ambitna, inspirująca i niezwykle kreatywna blogerka Krufka.

***

Blogerką czułam się od zawsze. Tworzyłam kolejne miejsca w sieci, z których po pewnym czasie się wyprowadzałam, by zacząć od początku. Szukałam siebie i sposobu na określenie tego, kim jestem. Był też czas, gdy poprzez prowadzenie blogu chciałam uzyskać potwierdzenie swojej wartości.
Zanim stworzyłam miejsce, w którym czuję się jak u siebie, miałam dłuższą przerwę w blogowaniu. Chyba potrzebowałam nabrać dystansu, by stworzyć coś dobrego, co będzie odzwierciedlać mój sposób postrzegania świata i to, co mam do przekazania innym.

IMG_5296
weheartit.com

Jak to się stało, że jestem Krufką?
Nazwa blogu – „krufkowa” – wzięła się z przypadku. Rozmawiałam z przyjaciółką, prosiłam, by doradziła mi, co mam wpisać w polu z nazwą blogu. Akurat zajadałam się krówkami. Jak przystało na studentkę (wtedy) trzeciego roku polonistyki, zabawiłam się ortografią i w pewnym sensie z niej zakpiłam. Nie żałuję, że wybrałam taką nazwę. Jest zabawna, ironiczna, charakterystyczna. Zwraca uwagę. Potencjalny czytelnik jest zaciekawiony, co i kto się za nią kryje.
Gdy zaczęłam pisać jako Krufka, popełniłam po drodze kilka błędów, z których zdaję sobie sprawę, ale których wolę głośno nie nazywać. Najważniejsze jest to, że wyciągnęłam wnioski i odnalazłam swój styl i swoje miejsce w sieci.

O czym piszę?
O kobietach. O tym, co mamy w głowach i w sercach. O naszych problemach, troskach, zmartwieniach, planach i marzeniach. Chciałabym, by każda z nas uwierzyła, że jest piękna. To dla mnie ważny temat, bo sama miałam z tym spory problem. Uzależniałam swoje poczucie własnej wartości od innych ludzi, nie zdawałam sobie sprawy ze swoich zalet i mocnych stron. Nieustannie porównywałam się z innymi, byłam wycofana.
Dzisiaj jest inaczej. Wciąż trudno jest mi się zdystansować do własnych doświadczeń i opisać je na blogu w bezpośredni sposób. Najczęściej wplatam pewne myśli w tekst, a o tym, co dla mnie najważniejsze, piszę między wierszami.
Blog traktuję bardzo osobiście, choć nieczęsto piszę o sobie i raczej nie zdradzam faktów ze swojego życia.
Prawda jest taka, że każda z nas ma kompleksy. Każda z nas wątpi we własne siły, możliwości i we własne piękno. Ja nadal uczę się walczyć z tymi wątpliwościami, ale bardzo bym chciała przekazać swoją wiedzę, jaką zaczerpnęłam z własnych doświadczeń i obserwacji, swoim czytelnikom.

Co jest, według mnie, najważniejsze w blogowaniu?

1. Szczerość.
Żeby pisać na dany temat, musisz go czuć. Czasami zdarza się, że jakiś pomysł na tekst musi poczekać i odleżeć swoje, żebyś mógł o nim napisać. Nie warto robić niczego na siłę. Czytelnik to zauważy. Jeśli nie masz ochoty pisać albo dotykać jakiegoś tematu – nie rób tego.

2. Czytelnik.
Z wielu powodów. Po pierwsze, bo to on jest odbiorcą każdego Twojego tekstu. Do niego jest skierowany Twój blog. Powinieneś być otwarty na jego potrzeby, uważnie obserwować reakcje na swoje wpisy. Po drugie, nie lekceważ próśb i apeli – nieważne, czy czytelnik prosi, żebyś powiększył czcionkę, poprawił coś w wyglądzie swojego blogu, czy też żebyś napisał na wskazany przez niego temat. Zawsze reaguj na takie prośby. Blog to Twoje miejsce – nie musisz dostosowywać go do każdego czytelnika, ale nie możesz też go lekceważyć.

3. Kreatywność.
Czyli potocznie mówiąc, pomysł. Na blog, na tekst, na cykl. Postaraj się, żeby Twój blog się w jakiś sposób wyróżniał, miał w sobie coś charakterystycznego. Kopiując i naśladując innych, nigdy nie stworzysz czegoś własnego. Próbuj, inspiruj się. Popełniaj błędy i wyciągaj wnioski.

4. Dystans.
Nie każdy niepochlebny komentarz na blogu jest hejtem. Spróbuj spojrzeć na swój blog z dystansem. Spójrz na niego oczami czytelnika i zastanów się: może ma rację? Weź pod uwagę jego zdanie. Uwierz mi, dla mnie niepochlebne komentarze, wytykające błędy czy braki, były najcenniejsze. Są motywatorem, kopniakiem do działania i inspiracją. Zawsze jest coś, co można poprawić i ulepszyć.

5. Minimalizm.
Nie chwytaj kilku srok za ogon. Jeśli chcesz, żeby Twój blog był różnorodny, poruszał wiele tematów, postaraj się wprowadzać je stopniowo. Nie atakuj czytelnika niczym, co zanadto odbiega od tematyki Twojego blogu. Lifestyle też ma swoje granice. Poza tym postaraj się też, by layout Twojego blogu był minimalistyczny.

Blogowanie jest cudownym doświadczeniem. Dzięki temu, że kilka miesięcy temu zdecydowałam się założyć blog, bardzo się rozwinęłam. Stałam się bardziej otwarta, pewniejsza siebie. Blog jest miejscem, które pozwala mi wyzwolić moją kreatywność i zbierać doświadczenia na wielu polach.
Jeśli chcesz założyć blog i stworzyć własne miejsce w sieci, zrób to. Tak naprawdę nie ma znaczenia, jak wiele tego typu tekstów przeczytasz.
Pewne rzeczy można poprawić i ulepszyć, ale to nie zawsze wystarczy. Nie wiem, czy blogowania można się nauczyć.

Wiem natomiast, że jeśli czegoś bardzo chcesz, to powinieneś zaufać sobie i robić to w zgodzie ze sobą.
Na pewno nie pod czyjeś dyktando!

Zwykły wpis