Projekt

Latawiec – 7 ukochanych TED – ów

IMG_6810

Dzisiejszy tekst otwiera kwietniowy cykl Latawca. W tym miesiącu skupimy się z FF na kreatywności i nauce, która płynie nie tylko z szarych, nużących podręczników. Prawdziwą wiedzę mamy przed oczami, na wyciągnięcie ręki – jej mądrość nie składa się z samych faktów. Tworzą ją również uczucia, wrażenia, emocje… które, choć nienamacalne, nie tak trudno wyłapać. Gdy wykształcimy w sobie wrażliwość na ulotne momenty, będziemy w stanie stworzyć coś trwałego i wiarygodnego. Właśnie na tym pragniemy się skoncentrować w czwartym miesiącu roku.

***

Miłością do TED- ów zaraziła mnie moja mama.

To po niej odziedziczyłam słabość do inspirujących, wspaniałych przemówień, w których wielcy tego świata dzielą się z publicznością swoim doświadczeniem, osobistymi obserwacjami i intrygującymi uwagami w czasie krótszym niż 20 minut. Uwielbiam oglądać takie prezentacje, ponieważ pomagają mi zrozumieć świat, kierujące nim schematy, a także dostrzec piękno w pozornie nudnych, ponurych, monotonnych czynnościach. Zawsze po wysłuchaniu wystąpienia czuję się pełniejsza, jakby ktoś dołożył kolejny element do układanki, z której kiedyś powstanie kompletny, udoskonalony obraz mnie samej. TED talks stanowią dla mnie źródło niewyczerpanej inspiracji i fascynacji. Dzisiaj chciałabym przekazać Wam część TED – owej mądrości za pomocą listy moich 7 ukochanych wykładów z tej konferencji. Po stworzeniu tego spisu odkryłam zdumiewającą rzecz – wszystkie prowadzone są przez kobiety. Widocznie męski punkt widzenia nie przemawia do mnie w takim stopniu, jak intuicja przedstawicielek płci pięknej! 😉

Przedstawiam wam:

1) How To Be a Miracle Worker – Gabrielle Bernstein

Gabrielle ma niesamowitą charyzmę i zaraża pozytywnym nastawieniem. Wydaje się promieniować spokojem, opanowaniem. W swoim przemówieniu opowiada o niesamowitym porannym rytuale oraz o zaletach płynących z życia w zgodzie ze sobą. Jej melodyjny głos wprowadził mnie w refleksyjny nastrój. Słuchałam z wypiekami, błyszczącymi oczyma i wyrazem niedowierzania na twarzy… ponieważ miałam wrażenie, że Gabrielle wypowiada na głos moje własne myśli! Polecam szczególnie wielbicielom stron o tematyce rozwojowej i osobom, które tak jak ja pasjonuje idea samodoskonalenia.

2) Loving Your Lady Parts As a Path To Success, Power & Global Change – Alisa Vitti

Ten wykład wywarł na mnie piorunujące wrażenie. Alisa jest kobietą przez naturę obdarzoną obfitymi kształtami, jednak swoimi gestami, postawą, mową ciała emanuje ciepłem, pewnością siebie i świadomością swoich atutów. Namawia kobiety, by pokochały swoje „lady parts”. To przemówienie leczy z kompleksów. Gorąco polecam!

3) The Power of Introverts – Susan Cain

Wiele razy miałam wrażenie, że – mimo, iż uwielbiam nawiązywać znajomości i jestem otwarta na ludzi – potrzebuję jak wody chwil samotności. Bardziej niż moi rówieśnicy. Zdecydowanie różnię się tutaj od swojej siostry – bliźniaczki. M. jest duszą towarzystwa, może godzinami rozmawiać przez telefon. Ja wolę spotkać się na kawie z dawno niewidzianym przyjacielem, porozmawiać w cztery oczy, na spokojnie, bez presji i ekranu komórki, który liczy każdą sekundę rozmowy. Jestem wewnętrzną introwertyczką, która uwielbia przebywać sam na sam ze sobą, prowadzić pamiętnik, pisać opowiadania, bloga, czytać fascynujące powieści. Czasami czuję potrzebę, by schować się w swojej skorupie, zamknąć przed wszystkimi i spędzić chwilę on my own. Susan Cain przekonuje, że takie momenty samotności mogą być piękne, inspirujące i wartościowe.

4)  Anonymous Extraordinaries – Natalie Warne 

Natalie przypomina, że nikt nie jest za młody, by zmieniać świat. Wie o tym z autopsji – w wieku zaledwie 18 lat aktywnie działała na rzecz fundacji Niewidzialne Dzieci. To, czego dokonała, przerosło jej najśmielsze oczekiwania. Jej przemówienie to oda do wszystkich, którym serce podpowiada, by zrobić krok ku lepszej przyszłości. I nieważne, czy będzie to mały gest czy znaczący ruch, który będzie miał ważkie konsekwencje… ponieważ: sukces jest sumą drobnych wysiłków, powtarzanych dzień po dniu – jak stwierdził amerykański autor poradników, Robert Collier.

5) The Power of Vulnerability – Brene Brown

Dla wrażliwców i osób, które – same będąc silnymi psychicznie, odpornymi na krytykę ludźmi – pragną się od tych pierwszych czegoś nauczyć. Wizerunek wrażliwca nie jest czarno – biały; są przecież dziedziny, w których umiejętność wnikliwej interpretacji świata bywa błogosławieństwem. Dzięki tej prezentacji nabrałam szacunku do samej siebie ;).

6) Embracing Otherness, Embracing Myself – Thandie Newton

Płakałam przy tym wykładzie. Thandie głęboko mnie poruszyła – swoją szczerością, dumą i delikatnością. Aktorka ma dar do przemówień – potrafi przyciągnąć uwagę widza, zyskać jego przychylność, podziw, sympatię. Dodatkowo jest niezwykle piękną, dojrzałą kobietą, która potrafi oczarować swoim śpiewnym, czystym głosem. Magiczny występ!

7) Why I Must Come Out – Geena Rocero

Nazwanie tej prezentacji tylko kontrowersyjną i śmiałą stanowiłoby ujmę dla jej autorki, która jest połączeniem wielu cech i skrajności. Geena ma w sobie subtelność Thandie Newton, odwagę i śmiałość Natalie Warne, urok Susan Cain, dodatkowo jest zjawiskowa niczym Gabrielle Bernstein. Wykład o poszukiwaniu prawdy o sobie samym i akceptacji.

Mam nadzieję, że sprostałam wyzwaniu i zaciekawiłam Was ideą TED- u. Może pewnego dnia i Wy staniecie na scenie, by podzielić się swoją pasją na forum tej konferencji ?

Jeśli po lekturze powyższego wpisu czujecie niedosyt, pod tym linkiem znajdziecie 7 propozycji Fire Fly.

Pozdrawiam Was wiosennie!

S.

 

Zwykły wpis
Projekt

Tylko i aż ludźmi

IMG_6804weheartit.com 

 Dzisiejszy wpis – drugi z cyklu Latawiec, który tworzę wraz z moją przyjaciółką i koleżanką po fachu, FF – będzie opowiadał o tym, co czasem nie do przewidzenia. O determinacji, która jest kluczem do sukcesu. O tym, ile możemy zdziałać, będąc tylko (i aż!) ludźmi.

***

Czy nie nawiedza Was czasem myśl, że gdybyście porównali czas, jaki marnujecie każdego dnia na wykonywaniu nic nie wnoszących czynności z momentami, które pożytkujecie na pracę nad swoimi celami i realizację marzeń, chwile spędzane bezproduktywnie miałyby nad tymi drugimi rażącą przewagę ?

Przeraża mnie czasami fakt, że są dni, kiedy czas przecieka mi przez palce. Kiedy wstaję rano i moje samopoczucie i ogólne nastawienie do świata rzutuje na całą dobę. Mogę sobie powiedzieć: „dzisiejszy dzień będzie do kitu!”, użyć tego wyrażenia jako zgrabnej wymówki, żeby nie zajmować się tego poranka rzeczami, które są dla mnie ważne, w których się spełniam, jednak muszę włożyć wiele pracy w ich realizację. Bo po co ? Dla chwilowej satysfakcji, że rządzę światem, którą później zastąpi cały szereg obaw, wątpliwości i niepowodzeń ? Czy to ma sens ?

Otóż ma! I to wielki. Trzeba tylko wypracować w sobie pewne nawyki, rytuały, które pomogą nam osiągnąć sukces np. w realizacji jakiegoś postanowienia. Czasami wystarczy wziąć notes i długopis, zapisać drukowanymi literami swój cel i stworzyć prowizoryczną drabinę do jego osiągnięcia. Ważne, by znaleźć równowagę między rysowaniem idealnej drabiny z arcy szczegółowymi, perfekcyjnie rozplanowanymi schodkami a kreśleniem „na odwal się” planu, który ani swoją formą, ani treścią nie będzie motywował  do działania.

Ostatnio wyznaczyłam sobie dosyć znaczący cel. Postanowiłam, że ja – przez rodzinę i przyjaciół nazywana pieszczotliwie „matematycznym oszołomem” – świetnie przygotuję się do egzaminu z tego przedmiotu w pewnym liceum. Chociaż poprzeczka jest wysoko, moja ambicja sięga jeszcze wyżej! 🙂 Ustaliłyśmy – wspólnie z mamą – że polski zdam bez problemu, angielski pójdzie mi gładko… jedyny problem stanowi matematyka. Zastanawiałyśmy się, co pomoże mi skutecznie przygotować się do egzaminu. Stworzyłyśmy kolorową, wyczerpującą mapę myśli i naniosłyśmy na nią wszystkie istotne elementy. Po pierwsze – potrzebuję korepetycji w trybie „od zaraz”. Traf chciał, że moja siostra miała wtedy zajęcia z matematyki z niezrównanym M., który podobno świetnie tłumaczył i nawet sprawił, że trochę polubiła Królową Nauk. Okazało się, że M. dla mnie również znajdzie czas… 2 razy w tygodniu! Dodatkowo porozmawiałam z moim nauczycielem matematyki i stwierdziliśmy, że najlepiej będzie, jeśli zapiszę się na konsultacje w szkole. Tak też zrobiłam i teraz mam przed sobą MMS – Miesiąc Matematycznego Szaleństwa. Trzy razy w tygodniu, aż do samego terminu testu – 24 maja. Dodatkowo w księgarni nabyłam estetyczne, zawierające cały materiał z zakresu gimnazjum na 300 stronach, repetytorium Operonu i publikację Testy i arkusze gimnazjalne. Podsumowaniem: wiem już, gdzie, kiedy, z kim i z czego będę się uczyć. Pełna satysfakcja.

Tą krótką anegdotą pragnę pokazać swoim czytelnikom, ile można zdziałać, jeśli tylko ma się plan i wizję rezultatu. Niesamowite jest to, że teraz, kiedy myślę o swoich dodatkowych zajęciach, nie krzywię się z niesmakiem ani nie wyję żałośnie. Czuję ekscytację i dumę, że mam przed sobą tak ambitne wyzwanie! Uwielbiam zadania, które wymagają wiele wysiłku i energii, ponieważ wykonując je mam poczucie, że się rozwijam, pnę do góry. Pozbywam się wrażenia, że stoję w miejscu z założonymi rękami i jestem jedynie obserwatorem swojego życia – staję się jego aktywnym uczestnikiem! Pamięć o celu sprawia, że człowiek staje się bardziej zdyscyplinowany, asertywny, pewny siebie, świadomy własnej wartości i sensu swojego życia. Jest uskrzydlająca i fascynuje swoją tajemnicą… nie możemy przecież przewidzieć skutku swoich działań, a jedynie dążyć do osiągnięcia wymarzonego rezultatu!

Jestem miłośniczką idei samodoskonalenia – dążenia do stania się się najlepszą wersją samego siebie. Wpadam w chandrę, kiedy nie mam żadnego bodźca do pracy, powodu, by każdego ranka budzić się z myślą, że : mam cel podróży i znam drogę, więc mogę wyruszyć na podbój świata! Jeszcze niedawno takim bodźcem był dla mnie mój blog. Wykreowałam w głowie obraz strony jako swojej wizytówki, reprezentującej mój charakter, pasję – słowem wszystko, co mnie charakteryzuje. Nigdy bym nie przewidziała, że pewnego dnia bezpośrednią motywacją będzie dla mnie nauka matematyki. Życie lubi zaskakiwać, nieprawdaż ?

Główną inspiracją do napisania tego tekstu był niesamowity TED amerykańskiego przedsiębiorcy i autora poradników, Tima Ferrissa: Smash fear, learn anything. 

Pozdrawiam Was ciepło w słoneczny, kwietniowy poranek!

S.

P.S Pamiętajcie – możecie więcej, niż jesteście w stanie sobie wyobrazić :). Kiedy patrzę na moich rówieśników, którzy życie podporządkowali swojej pasji i stworzyli unikatowe projekty i budzące natchnienie przedsięwzięcia, rozpiera mnie radość, że należę do gatunku ludzkiego!

 

 

 

 

Zwykły wpis
Projekt

5 składników udanej przyjaźni

IMG_6273
weheartit.com

Zazwyczaj staram się unikać wpisów z kategorii „TOP…” ponieważ uważam, że w jakiś sposób mnie ograniczają i narzucają mi pewne bariery. Lubię mieć poczucie, że piszę spontanicznie, impulsywnie, pod wpływem emocji… – z własnego wyboru. Tylko blogując z uczuciem, mogę dopuścić do głosu pasję i naprawdę czerpać przyjemność z pisania.

Dzisiaj jednak postanowiłam zrobić wyjątek! I chociaż nigdy nie zrozumiałam sformułowania „wyjątek potwierdza regułę”, teraz czuję w sobie potrzebę, by zmienić coś radykalnie. Od kilku dni chodziłam po ścianach z powodu nadmiaru energii, pomysłów, inspiracji, podszeptów od członków rodziny i przyjaciół (Może napiszesz o X? A może jednak skusisz się na Y?). Doszłam do wniosku – czas już przestać tyle myśleć, a dla odmiany – zrobić! Upomniałam się w duchu, że przecież sama niedawno narzekałam, że nie zachowuję na co dzień równowagi między teorią a praktyką. Dlatego przygotowałam dla Was mój pierwszy tekst z cyklu Latawiec, który współtworzę z szaloną FF. Wpis będzie dotyczył…przyjaźni, a konkretnie wskazówek, jak stać się lepszym, bardziej empatycznym i bliższym ideału kompanem.

Przeprowadziłam prawdziwą burzę mózgów! Zachodziłam w głowę i zastanawiałam się, co takiego sprawia, że ciągnie mnie właśnie to tej osoby. Lista składników przyjaźni sama pojawiła się w mojej głowie. Elementów w spisie wcale nie jest dużo, bo zaledwie pięć (!). Tylko tyle i aż tyle. Niełatwo jest je wyłapać, ponieważ prawdziwa przyjaźń nigdy nie jest jasna, czarno – biała i konkretna. To mieszanka wielu czynników, barwna, zmienna i wybuchowa!

1) ZAUFANIE
Kiedy patrzę na moje dwie przyjaciółki i zadaję sobie pytanie, na czym opiera się moja relacja z nimi, pierwsze, co przychodzi mi do głowy, to ww. zaufanie. Ja po prostu wiem, że mogę powiedzieć im absolutnie wszystko. Podświadomie wyczuwam, że one to zrozumieją i… zaakceptują. Czasem zaufanie przychodzi z czasem, pojawia się w miarę, jak otwieramy się przed drugą osobą i obserwujemy jej reakcję na nasze słowa. Zdarza się również, że więź zaufania istnieje między dwiema osobami od samego początku, oplata je niewidzialną nicią i zbliża do siebie już na starcie. W obu wypadkach jest ono (lub staje się) niekwestionowanym fundamentem przyjaźni.

2) DYSKRECJA
To drugi, niezwykle istotny składnik każdej trwałej relacji. Bez niej przyjaźń kruszy się i rozpada, niczym zamek z piasku. Dyskrecja czyli trzymanie buzi na kłódkę, kiedy trzeba. Wzajemne szanowanie swoich sekretów, traktowanie ich jak cennych skarbów i oczka w głowie. Pielęgnowanie i strzeżenie tajemnic konsekwentnie i z oddaniem. Tym właśnie jest dla mnie drugi element z listy.

3) AKCEPTACJA
Akceptacja = rezygnacja z dążeń do zmiany charakteru, wyglądu, generalnie – osobowości przyjaciela. Zrozumienie jego wad i zalet, przyjęcie ich do świadomości i polubienie. Ta wyrozumiałość w stosunku do drugiej osoby działa kojąca i uspokajająco: zarówno na nią jak i na nas. Kiedy już zaakceptujemy towarzysza z jego całym bagażem doświadczeń, wątpliwości, przywar i atutów, łatwiej nam będzie spojrzeć przychylnie na samego siebie!

Podsumuję pytaniem ewidentnie retorycznym – Co mamy do stracenia ? 😉

4) GOTOWOŚĆ DO POŚWIĘCEŃ
Przyjaźń wiąże się z chwilami beztroski, niczym niezmąconej radości i błogości. Niestety, ma również drugie oblicze – momenty szczęścia przeplatają się ze strumieniami łez, uczuciem wściekłości, zawodu i bezsilności. Czasami załamujemy ręce nad głupotą swoich przyjaciół. Niekiedy mamy ochotę nimi potrząsnąć i postawić do pionu. Często nie potrafimy, nie jesteśmy w stanie zrozumieć, że w niektórych sytuacjach trzeba ustąpić, odpuścić, zwyczajnie dać spokój. Poświęcić swoją dumę, stłumić zawodzące ego i zranioną godność… postawić się na jej/jego miejscu. Jak bym się czuł/a? Czego bym najbardziej potrzebował/a?

Prawdopodobnie chciałabym, żeby ktoś powiedział mi ciepłe słowo, potrzymał za rękę, dodał otuchy i pocieszył nawet banalnym stwierdzeniem. Wyłączył na chwilę swoją krytyczną naturę, zawiesił tryumfalne „a nie mówiłem?!” i po prostu ze mną był.

5) SZCZEROŚĆ
Nie wiem jak wy, ale ja nie lubię owijać w bawełnę. Na szczęście, jestem jak otwarta księga. Nie umiem na długo zataić nawet najmniejszego oszustwa – prędzej czy później – zazwyczaj jednak prędzej – wychodzi ono na jaw. Jedno spojrzenie przyjaciółki (wiecie, takie przeszywające, długie, z „wiem, że coś kręcisz” wypisanym na twarzy) i wszystko jest jasne.

Przyznawanie się do winy lub uświadamianie bliskiej nam osobie, że bynajmniej nie ma racji, bywa ciężkim i bolesnym doświadczeniem. Kilka razy w życiu brałam udział w podobnej rozmowie i wiem, że potrafi złamać serce. Z ręką na sercu mogę jednak powiedzieć, że nic nie oczyszcza atmosfery tak skutecznie, jak otwarta, szczera wymiana zdań. Zgadzacie się ze mną?

Szczerość uzupełnia relację, dodaje jej wiarygodności, czyni ją silniejszą i bardziej odporną na „kryzysy”. Jest nieodzownym składnikiem przyjaźni, dogłębnego porozumienia dusz. Dla niektórych takie zdanie może brzmieć górnolotnie i tandetnie, jednak ci z moich czytelników, którzy znaleźli już Prawdziwego Przyjaciela, w mig pojmą, co mam na myśli!

Tutaj możecie przeczytać TOP 5 Fire Fly, która postanowiła opowiedzieć nam o pięciu cechach dobrego, zdrowego związku. Przypominam, że teksty z cyklu „Projekt Latawiec” na jej blogu będą pojawiały się tego samego dnia co wpisy z serii na Polub siebie. Będziecie mieli okazję przeczytać artykuły na podobne tematy, ale pisane z innego punktu widzenia.

Zostańcie z nami! 🙂

S.

Zwykły wpis
Projekt

Projekt latawiec – unieś się na skrzydłach marzeń!

Dzisiaj mam dla Was kompletny wstęp do naszego projektu. Znajdziecie w nim odpowiedzi na pytania dotyczące zarówno samego przedsięwzięcia, jak i obu jego autorek – będziecie mieli okazję bliżej poznać zagadkową Fire Fly.
Postanowiłyśmy, że co tydzień, tego samego dnia będziemy publikować teksty z cyklu, żebyście mogli przeczytać posty na jednakowy temat, jednak opisany z różnego punktu widzenia. Razem z FF mamy nadzieję, że będziecie dopingować Latawiec i podzielicie się z nami swoimi uwagami i wrażeniami po lekturze pierwszego wpisu z serii.
Dlaczego latawiec?
Latawiec jest symbolem wolności, odwagi by wzbić się w powietrze i rozwinąć skrzydła. Stanowi dla nas metaforę wiary we własną siłę i możliwości. Jest ikoną dzieciństwa i wiary w niemożliwe, patrzenia na świat oczami dziecka, które we wszystkim widzi dobro. Latawiec to dla nas odwaga by oderwać stopy od ziemi i polecieć ku marzeniom…
Co było inspiracją do stworzenia tego projektu?
1000 metrów nad ziemią Mrozu – ten utwór natchnął nas do działania, uświadomił, że nie mamy nic do stracenia !
Jaki mamy cel?
Naszym głównym celem jest,by zainspirować czytelników do zmiany nastawienia i zmotywować do podjęcia drogi ku samorealizacji. Poza tym chcemy mieć własny udział w polskiej blogosferze. W późniejszych etapach chciałybyśmy podjąć współpracę z ludźmi, którzy wyznają podobne wartości. Opisując swój punkt widzenia,pragniemy przekazać innym fragment siebie i swojej pasji.
Skąd pomysł?
Los zetknął ze sobą dwie dziewczyny, które nieocziwanie znalazły ze sobą wspólny język.
Spotykając się przy gorącej czekoladzie i rozprawiając o pasji blogowania postanowiły stworzyć wspólny projekt. Obie od zawsze marzyłyśmy o stworzeniu czegoś oryginalnego i unikatowego, czegoś co przyciągnie uwagę czytelnika. Tak właśnie powstał Projekt Latawiec.
O AUTORKACH:
 * Subtelna
IMG_6128
1) Jakie jest Twoje motto życiowe?
„Never regret something that once made you smile.”
2) W co wierzysz / Czym się kierujesz?
Wierzę, że każdy z nas ma szansę stać się dobrym w tym, co kocha robić. W życiu kieruję się głównie nadzieją, że wszystko ma swój indywidualny sens, ukryte znaczenie, że nic nie dzieje się bez powodu. Ta świadomość pomaga mi w chwilach, kiedy nachodzą mnie wątpliwości, gdy zachodzę w głowę czy to, co robię, jest wartościowe.
3) Dlaczego blogujesz? Co/kto było inspiracją do założenia własnej strony?
Pierwszą osobą, która uświadomiła mi, że mam talent do pisania i powinnam zrobić coś w tym kierunku, była moja mama. Dopingował mnie również dziadek – autor, po którym odziedziczyłam skłonność do przelewania myśli na papier ;). Mam we krwi namiętność do opowiadania historii… a założyłam bloga, ponieważ nie miałam cierpliwości do pisania opowiadań i kolejnych rozdziałów książki. Jestem niecierpliwą duszą i spełniam się głównie w tworzeniu treściwych – krótkich lub długich, w zależności od nastroju – postów.
4) Jak motywujesz się do pisania?
Wypróbowałam kilka technik motywacyjnych. Najskuteczniejsze okazały się… wyrzuty sumienia. Kiedy składam czytelnikom obietnicę i nie udaje mi się zrealizować jej na czas, czuję się fatalnie. Swoje spóźnienie rekompensuję często zwiększeniem częstotliwości publikowania postów na blogu, co wymaga ode mnie pewnej dyscypliny i sporej determinacji… Po wykonaniu zadania czuję jednak satysfakcję i dumę, że sprostałam oczekiwaniom obserwatorów bloga!
Kiedy wyrzuty sumienia zawodzą, mobilizuję się, czytając teksty ulubionych blogerów: Marty Hennig i Leo Babauty. 
5) O czym piszesz?
Piszę na tematy powszechnie określane jako „rozwojowe”. Nie lubię jednak ograniczać się jedynie do wpisów typowo psychologicznych – na stronie zamieszczam również recenzje książek i filmów, Subte(linki) czyli zbiór  budzących natchnienie odnośników do blogów, fotografii, utworów…
6) Do czego dążysz w życiu?
Jestem perfekcjonistką. Wkładam serce w blogowanie, dbam o to, by każdy mój tekst był autentyczny, odzwierciedlał prawdziwą mnie, a nie jedynie moją udoskonaloną kopię. Może to zabrzmi banalnie – i nie zdziwię się, jeśli odniesiecie takie wrażenie – ale dążę do życia w zgodzie ze sobą… na swój własny, osobliwy sposób! 🙂
7) Jaka jest Twoja ‚guilty pleasure’?
Lubię zakopać się pod kocem na kanapie z pucharkiem lodów w ręku i obejrzeć kilka odcinków ukochanego serialu. Ostatnio rozsmakowałam się w Ripper Street, jestem także wielbicielką Sherlocka, Wszystko dla pańW garniturach.
* Fire Fly
IMG_6657
 
1) Jakie jest Twoje motto życiowe?
„What goes around, comes around”.
Wiecie co? Wierzę w karmę! Może nie jest to sama wiarą w istotę, raczej w ideę, że dobro zawsze wraca. W związku z tym, przez całe życie staram się być miła, pomocna i życzliwa dla ludzi. Nie wiem… jak nie karma, może czysta psychologia stoi za tym, że mi się kiedyś odwdzięczą ?

2) W co wierzysz / Czym się kierujesz?                                                                                                                                                                                                                                                                                      Mocno wierzę we własne siły i w ludzi ogólnie. Wierzę, że razem możemy wiele zdziałać – pod warunkiem, że nauczymy się ze sobą współpracować. Kieruję się w życiu prostą zasadą: jeśli coś sprawia mi przyjemność i czuję, że da mi zysk w przyszłości – robię to! Jeśli nie – zostawiam i idę dalej.

3) Dlaczego blogujesz? Co/kto było inspiracją do założenia własnej strony?
Zawsze lubiłam pisać. Przed Fire Fly prowadziłam jeszcze dwa inne blogi, jednak nigdy nie przywiązałam się do żadnego z nich na tyle, by tworzyć je dłużej – nawet, gdy miałam już grono stałych czytelników. Wreszcie ponad rok temu, 12.12.12 (ciekawa data, prawda?) zdecydowałam się założyć moją obecną stronę. Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że sama dla siebie byłam inspiracją! Postanowiłam założyć bloga, ponieważ chciałam wyrazić siebie i swoje zdanie. Od tej pory robię to konsekwentnie – na ekranie komputera.

4) Jak motywujesz się do pisania?                                                                                                                                                                                                                                                                             Moją najlepszą motywacją są czytelnicy, to oni dają największego kopa i stanowią niewyczerpaną inspirację.

5) O czym piszesz?
Piszę o życiu, zamieszczam swoje przemyślenia, nierzadko publikuję kilka słów o kulturze. Generalnie o wszystkim, co mnie otacza i zasługuje na uwagę !
6) Do czego dążysz w życiu?
Do szczęścia i spełnienia. A przede wszystkim – do osiągnięcia moich celów i spełnienia marzeń. Wyobrażając sobie siebie za 10 lat, chciałabym być po prostu szczęśliwa :).
7) Jaka jest Twoja ‚guilty pleasure’?
Taylor Swift na zły humor, na przemian z Owl City na uśmiech. Do tego dzikie tańce po całym mieszkaniu i zdzieranie gardła, śpiewając ukochane piosenki.
Zwykły wpis
Projekt

Projekt latawiec – krótka zapowiedź

Dzisiaj mam dla Was drobną zapowiedź tajemniczego projektu, który tworzę wraz z moją przyjaciółką i blogerką, FireFly. Konkret, czyli wpis z dokładnym wyjaśnieniem i odpowiedziami na ewentualne pytania, ukaże się już wkrótce (za dni parę!).

Mamy mnóstwo pomysłów, całą listę tematów, a wena twórcza spływa na nas w najmniej oczekiwanych momentach. Planujemy krok po kroku, pracujemy w pocie czoła, przeprowadzamy burze mózgów, szkicujemy mapy myśli i przenosimy inspiracje do wirtualnego notatnika… Na szczęście kluczowy element, czyli minimalistyczny, estetyczny baner jest już gotowy! Zobaczcie sami:

Jak myślicie…

dlaczego latawiec? 🙂

S.

Zwykły wpis