Subte(linki) niedzielne

27 stycznia – 2 lutego, czyli wydanie kieszonkowe

Dzisiejsze Subte(linki) będą raczej w wydaniu kieszonkowym, ponieważ – przyznaję bez bicia – zasiadłam do pisania O WIELE za późno. Jednak słowo się rzekło, a ja mam dla Was garstkę inspiracji z minionego tygodnia, które nie mogą czekać ! 🙂 Swoją drogą to ciekawe, że potrafię zmotywować się do pisania, jeśli obiecam wcześniej, że coś zrobię. Czuję wewnętrzną potrzebę, by wywiązać się z obietnicy i za wszelką cenę uniknąć lawiny wyrzutów sumienia, która ruszy kiedy tylko wypowiem magiczne „dzisiaj sobie odpuszczam”. Noc jeszcze młoda – zakasuję rękawy i zabieram się do działania.

Blogi

* Chociaż nie należę do wielbicielek blogów modowych, uwielbiam oglądać zestawy przygotowywane przez Angie z bloga You Look Fab. Styl Angie jest prosty, ale szykowny, a sama blogerka wydaje się promieniować pasją i radością życia. Z pewnością warto odwiedzić stronę tej sympatycznej, krótko ostrzyżonej okularnicy – wśród przygotowanych przez nią stylizacji można znaleźć prawdziwe perełki !

* Na stronę Jeffa Goinsa (Goins, Writer) trafiłam przypadkiem, jednak już od pierwszego wejrzenia zauroczył mnie jej klimat!

Muzyka:

* Zakochałam się w utworze „Royals” śpiewanym przez Florida State AcaBelles. To, co te kobiety potrafią stworzyć wyłącznie za pomocą swoich głosów, przechodzi najśmielsze oczekiwania. Fenomenalne!

* Charyzmatyczna Birdy hitem „Wings” również podbiła moje serce :D.

Fotografia:

* Rosyjska artystka, Elena Shumilova, opublikowała na stronie przepiękne fotografie swoich dzieci pozujących w towarzystwie zwierząt na tle malowniczych krajobrazów. Scenerie ze zdjęć przywodzą na myśl krainy z powieści klasyków: Narnię, Hobbiton i Krainę Czarów. Każde ujęcie to taka mikro podróż do bajkowego świata.

Inne:

* Dla wszystkich wielbicieli serialu „Sherlock” – na fejsbukowej stronie Sherlockology możecie znaleźć klip podsumowujący pierwszy i drugi sezon. Filmik jest o tyle oryginalny, że grają w nim same muppety! Urzekający i zabawny, zapełni pustkę i tęsknotę za demonicznym Benedictem Cumberbatchem.

* Jeśli jest wśród Was choć jedna osoba, która ubóstwia Harry’ego Pottera przynajmniej w połowie tak, jak ja, ale jeszcze nie widziała The Mysterious Ticking Noise… Proszę o szybkie uzupełnienie zaległości!

Mam nadzieję, że wybaczycie mi chaos, jaki wprowadziłam powyższym wpisem. Zwłaszcza, że niedługo na blogu opublikuję zapowiedź projektu, który ostatnio pochłania moje myśli… Cierpliwości, Drodzy Czytelnicy! Szykuję się zmiana.

S

Zwykły wpis
Subte(linki) niedzielne

Kreatywne Święta, czyli smakuję życie łyżeczką do herbaty

IMG_6110
weheartit.com

Wszystkim czytelnikom życzę niezapomnianych, subtelnych Świąt!
Mam nadzieję, że zajrzycie na Polub siebie podczas świątecznej przerwy – autorka bloga planuje kilka nowych postów z edycji świątecznej :).

Dzisiaj chciałabym opowiedzieć Wam o mojej idei Świąt i o tym, co chciałabym zrobić podczas ferii. Ostatnio nie miałam za wiele czasu na pisanie – tak, jestem świadoma że to banalna wymówka, która tylko Was rozdrażni – dlatego moja strona świeciła pustkami. Boleśnie odczułam rozłąkę z blogiem, zauważyłam też zadziwiający paradoks: im rzadziej piszę, ty mniej mam pomysłów i chęci, by pisać. Krótko mówiąc; wena twórcza wzięła nogi za pas i zostawiła mnie z mętlikiem w głowie i złością, której nawet nie potrafiłam przelać na papier.
Kiedy nachodziła mnie jakaś myśl, łapałam ulotną inspirację, ona pękała jak bańka mydlana, uciekała mi z taką łatwością, z jaką kiedyś przychodziło mi tworzenie nowego wpisu. Straciłam kontrolę nad swoimi pomysłami, a musicie wiedzieć, że nie cierpię mieć poczucia, że POWINNAM coś zrobić, ale NIE JESTEM W STANIE.
Dlatego dzisiaj postanowiłam: dość tego! Zakasałam rękawy i zabrałam się do pracy.

Temat, jaki wybrałam na ten post to Kreatywne Święta. Chciałabym w ferie zbliżyć się do samej siebie, do swojej natury. Wrócę do dawnych drobnych rytuałów, które dawały mi wiele przyjemności i satysfakcji, pozwalały mi żyć w zgodzie ze sobą. Chciałabym także zapoczątkować kilka nowych zwyczajów – lista jest długa, a mam jeszcze tyle do dodania!

Będę:

Czytać powieści (koniecznie z motywem Gwiazdki!) pod kocem z kubkiem malinowej herbaty w ręku. Pisać na blogu… codziennie. (To będzie wyzwanie miesiąca!). Tworzyć listę rzeczy do zrobienia przed śmiercią i publikować ją we fragmentach, z czasem uzupełniać i udoskonalać. Tańczyć. Śpiewać. Wyprowadzać samą siebie na romantyczny spacer. Bujać w obłokach. Jeść świadomie. Oglądać film w skupieniu. Uśmiechać się…dużo. Dbać o relacje z bliskimi. Pomagać. Bawić się z kotami. Uczyć się… ale nie z podręczników szkolnych, a z codzienności. Oddychać pełną piersią mroźnym, zimowym powietrzem. Doświadczać i smakować życie łyżeczką do herbaty – codziennie, regularnie, z umiarem.
Taki jest mój świąteczny cel.

Jaki jest Wasz?

P.S Ponieważ zdecydowałam się na blogowanie codzienne, grudniowe teksty będą nieco krótsze niż te z wcześniejszych miesięcy. Jutro szykuję dla Was Subte(linki) niedzielne, a także link z piosenką, która przez ostatni tydzień wprawiała mnie w dobry nastrój. Dajcie znać, jeśli jest jakiś temat, który Was fascynuje, a który do tej pory poruszałam rzadko lub wcale. Wasze uwagi są dla mnie istotne, bo pozwalają mi wciąż się rozwijać, iść naprzód, odkrywać. Czasem jeden komentarz, jedno słowo wyszeptane do ucha potrafi zmienić życie!
S.

Zwykły wpis
Subte(linki) niedzielne

2 grudnia – 8 grudnia

Zostałam nominowana do Liebster Blog Award przez Małgosię z bloga 365 dni pisania. Niepiśmienna – to pseudonim artystyczny Małgorzaty – zadała mi 11 intrygujących pytań, na które postanowiłam odpowiedzieć w dzisiejszych Subte(linkach). Już kiedyś stworzyłam posta o Liebster Blog Award, więc – jeśli ktoś z Was nie ma zielonego pojęcia, co to za nagroda i jakie są kryteria jej przyznawania, odsyłam do tego tekstu.
A oto pytania:

1. Gdybyś mogła zmienić w sobie jedną rzecz, co by to było?
Jestem strasznym nerwusem. Denerwuję się prawie wszystkim, najczęściej kompletnie bez powodu i potrzeby. Chciałabym być bardziej spokojna i opanowana, nie dać sobie wchodzić na głowę! Z drugiej strony jednak lubię od czasu do czasu dopuścić do głosu swoją zestresowaną naturę, ponieważ wtedy mogę cały swój niepokój i zdenerwowanie przemienić w optymizm i energię do działania! 🙂

2. Morze czy góry? Dlaczego?
Czasami wydaję mi się, że urodziłam się w morskiej pianie. Uwielbiam wodę, morzę, kocham pływać, opalać się i czytać książki na plaży. Jeśli chodzi o góry – mniej więcej od piątej klasy podstawówki mój wychowawca zabiera całą naszą klasę w góry na Zieloną Szkołę. Co roku! Mimo, że nie jestem ich przeciwniczką, jeden taki wyjazd sprawia, że po pięciu dniach nie mogę już na nie patrzeć.

3. Czy lubisz słodycze?
Nie powinnam Wam tego mówić. Wiem, że wkrótce będę tego żałować, jednak prawda sama ciśnie mi się na usta:
Jeśli jest na świecie jedna jedyna rzecz, bez której nie mogłabym żyć, jest to czekolada!
Uwielbiam wszelkie czekoladowe ciasta, lody, słodkie naleśniki…
Tak. Zdecydowanie lubię słodycze!

4. Czy miałaś kiedyś do czynienia z psychologiem (w jakiejkolwiek sytuacji)? Jeśli tak, to jakie są Twoje wspomnienia?
Był w moim życiu okres, kiedy tylko i wyłącznie miałam do czynienia z psychologami. Najlepiej zapamiętałam z nich wszystkich tajemniczą kobietę, która rozkładała przede mną farby, kredki i blok rysunkowy, a następnie mówiła, żebym namalowała swoje uczucia. Na początku wydawało mi się, że uczestniczę w jakiejś kiepskiej komedii o wariatach, jednak później zrozumiałam, jak ważna jest w życiu umiejętność wyrażanie emocji.

5. Czy jest jakaś postać z książki/kreskówki/filmu, którą chciałaś się stać w dzieciństwie?
Uwielbiałam „Opowieści z Narnii” i zawsze marzyłam, żeby wygryźć Łucję i poznać pana Tumnusa. Mam sentyment do tego magicznego filmu! Jeśli chodzi o konkretną postać, już kiedy byłam małą dziewczynką podziwiałam Hermionę Granger za jej ambicję, odwagę i zdecydowanie. Myślę, że to właśnie ona była wtedy moją filmową idolką…
I nadal jest!

6. Jaki jest Twój ulubiony kraj (nie biorąc pod uwagę Polski)?
Myślę, że Chorwacja. Kocham ją za owoce morza, czyste lazurowe morze i obłędne widoki!

7. Jeśli mogłabyś wybrać jeden moment w czasie i przestrzeni, w które chciałabyś się przenieść (z możliwością powrotu), co by to było?
Wybrałabym Bal Szóstoklasisty pod koniec szóstej klasy podstawówki. To był mój pierwszy tak elegancki bal i wywarł na mnie ogromne wrażenie.

8. Jaki jest Twój najdziwniejszy talent/umiejętność?
Mam pamięć absolutną do imion bohaterów z książek, filmów i seriali.

9. Twój ulubiony cytat z filmu?
To nie jest cytat z filmu, tylko z serialu. Jego autorem jest Harvey Specter, zabójczo przystojny i inteligentny adwokat. Jego popisowy tekst wywołuje uśmiech na mojej twarzy za każdym razem, kiedy go czytam.

10. Gdybyś mogła spędzić dzień z jedną znaną osobą (żyjącą lub nie), kto by to był?
Wcześniej pisałam o J.K Rowling, a także o Seanie Covey’u, teraz jednak myślę, że gdybym mogła spędzić dzień z jedną osobą, którą z jakiegoś powodu podziwiam, byłby to Leo Babauta – bez dwóch zdań. Leo jest blogerem, który tworzy proste i piękne teksty. Po lekturze jego wpisów czuję, że mogę wszystko! Leo posiadł cenną umiejętność pisania tak, by czytelnik delektował się każdym słowem i odkładał na później pilne zadania po to tylko, by usiąść w wygodnym, miękkim fotelu z filiżanką gorącej herbaty, okryć się puchatym kocem, sięgnąć po komputer i wejść na zenhabits.com
Rozmowa z autorem tego oryginalnego, zapadającego w pamięć bloga byłaby spełnieniem moich marzeń!

11. Gdybyś mogła zajrzeć w szklaną kulę i zadać jedno pytanie (na które odpowiedź byłaby na pewno prawdziwa), o co byś zapytała?
IMG_6060
Zapytałabym:
Czy będzie śnieg na Święta? 🙂
A mówiąc serio, jestem ciekawa, czy moja przyszła praca będzie miała związek z pisaniem (?). Zastanawiam się również, czy mój blog będzie istniał za 10, 20, 30 lat i czy nadal będę go prowadzić!

Małgosiu, dziękuję Ci za porcję smakowitych pytań. Miło, że o mnie pomyślałaś! Długo zastanawiałam się, czy nominować innych blogerów, kiedy wpadł mi do głowy pewien pomysł…

Drodzy Czytelnicy!
Wspieracie mnie, dodajecie mi otuchy i wzruszacie swoimi ciepłymi, podnoszącymi na duchu komentarzami. Jeśli macie ochotę odpowiedzieć pod wpisem na pytania, które zaraz napiszę – do dzieła! Mam nadzieję, że podejmiecie wyzwanie!

1. Kogo podziwiasz? Dlaczego akurat tę osobę?
2. Jaka jest Twoja recepta na szczęście?
3. Czy oceniłbyś/oceniłabyś siebie jako osobę kreatywną? Dlaczego tak/nie?
4. Jaka piosenka wywołuje uśmiech na Twojej twarzy?
5. Jaki jest Twój największy atut?
6. Czy wierzysz w magię?
7. Gdybyś mógł/mogła posiąść wybraną umiejętność, co by to było?
8. Czy masz bratnią duszę? Jeśli tak – kto nią jest?
9. O jakim miejscu, mieście, kraju myślisz z sentymentem? Dlaczego akurat o tym?
10. Co zmieniłbyś/zmieniłabyś na „Polub siebie”?
11. Czy lubisz siebie?

Nie musicie odpowiadać na wszystkie pytania. Możecie wyłowić co ciekawsze – mogą być nie po kolei – i odpowiedzieć jedynie na te wybrane.
Powodzenia! 🙂
Subtelna

P.S Chcielibyście tekst z opisem książek, które obecnie piętrzą się na mojej półce? Szykują się kulturalne Święta!

Zwykły wpis
Subte(linki) niedzielne

25 listopada – 1 grudnia

Z natury jestem… skowronkiem. Lubię wstawać wcześnie, a jednocześnie jestem osobą, która uwielbia się wysypiać. Proszę, nie mylcie zdrowego wysypiania się z niekończącym wylegiwaniem w pościeli – to nie jest to samo!
Zawsze najlepiej mi się pracowało rano, jeszcze przed śniadaniem. Siadałam przy biurku w ciepłej bluzie narzuconej na piżamę, uchylałam okno i wpuszczałam do pokoju łagodny szum wiatru, który był jedyną melodią, jaka towarzyszyła mi podczas pisania. Już dawno odkryłam, że kiedy mam coś ważnego do zrobienia, najlepiej, jeśli zaplanuję sobie określony czas np. od 10 rano do 12, a następnie – po pozbyciu się wszystkich rozpraszaczy, które mogłyby przeszkodzić mi w pisaniu – skupię się tylko i wyłącznie na słowach. Obudzę je do życia, umieszczę na papierze, przyporządkuję je do odpowiednich zdań, wstawię znaki interpunkcyjne i… gotowe!
Ha!
Gdyby to było takie łatwe…
Ostatnio coraz trudniej jest mi przeskoczyć lenia. Czai się gdzieś w zakamarkach mojej głowy, szepcze do ucha kolejne wymówki, wykręty, usprawiedliwienia…
Z jednej strony widzę lampkę, która błyska alarmowo, razi mnie czerwonym światłem i wywołuje wyrzuty sumienia. Ten alarm to przypomnienie, żebym skupiła się się na rzeczy, która jest w danej chwili najważniejsza. Żebym nie zachowywała się:

a) nieodpowiedzialnie,
b) głupio,
c) bezmyślnie

Samodyscyplina, rozsądek i mądre zarządzanie swoim czasem przede wszystkim. Z drugiej strony jednak tęsknię za dobrą powieścią na dobranoc lub przynajmniej odcinkiem ukochanego serialu „W garniturach„. Ciągnie mnie do tych małych przyjemności bez opamiętania, mimo, że sama przysięgłam sobie, że:
Najpierw obowiązki, potem przyjemności.
Ach, jak ciężko jest przestrzegać tej zasady…

Potrząsam sobą. Biorę się w garść! Jest dziesiąta wieczorem a ja cały dzień zwlekałam, by napisać dla Was kilka słów. Jestem załamana swoją niekonsekwencją, a ratuje mnie chyba tylko blog mojej czytelniczki, Małgorzaty, która codziennie publikuje tekst. Jestem pełna podziwu dla jej determinacji i ambicji – Małgosiu, jesteś moim wzorem! Sama nie wiem, czemu tak radykalnie zmieniłam swój stosunek do blogowania. Wrzesień, październik i połowa listopada były okresem regularnego pisania, tworzenia inspirujących serii, aktywności i systematyczności. Grudzień zaczęłam niezbyt ambitnie, a jednak jestem gotowa, by dać z siebie wszystko, tu i teraz! Zabieram się ostro do pracy. To nie jest ostrzeżenie – to fakt!

Dzisiejsze „Subte(linki)” ani trochę nie przypominają tych sprzed miesiąca czy dwóch. Przede wszystkim nie zawarłam w nich ani jednego linka do tekstu, filmu, piosenki, fotografii…
Na koniec mam dla Was jedynie zdjęcie, które zauroczyło mnie swoją prostotą i ciepłem, jakie z niego emanuje.
IMG_6024
weheartit.com
W grudniu będę otaczać się magią. Już niedługo planuję zorganizować z przyjaciółką maraton Harry’ego Pottera. Czas powrócić do Hogwartu! 🙂

Zwykły wpis
Subte(linki) niedzielne

7 – 13 października: Czas na miłość

Słowo się rzekło, ja obiecałam, a że nie lubię rzucać słów na wiatr…
dzisiaj mam dla Was recenzję! 🙂
Muszę się do czegoś przyznać – recenzje mnie przerażają.
Zawsze pisząc o filmie/serialu/książce boję się, że pominę coś niezwykle istotnego, a moi czytelnicy zasypią mnie komentarzami w stylu:

„…czemu nie wspomniałaś o…?!”,
„…jak mogłaś zapomnieć, że…??”,
„…dlaczego napisałaś X, a nie Y?”.

Może moje lęki są bezpodstawne, a nawet zabawne, może uznacie, że popadam w paranoję, jednak wolę przyznać się do tego przed Wami teraz, niż później cierpieć w samotności!
A dzisiaj mam przed sobą wyzwanie i zarazem dwa razy trudniejsze zadanie do wykonania…
Chcę napisać o najlepszej komedii, jaką ostatnio widziałam!

***
Recenzja komedii Czas na miłość:
IMG_5454
weheartit.com

Tim Lake (Domhnall Gleeson) jest wrażliwym, bystrym rudzielcem, który marzy o znalezieniu swojej drugiej połówki.
W chwili, gdy jego ojciec – w tej roli genialny Bill Nighy – wyjawia mu swoją tajemnicę
(„…mężczyźni w naszej rodzinie potrafią przenosić się w czasie”), cały świat naszego bohatera przewraca się do góry nogami i staje na głowie.

Tim nie musi już rozpamiętywać błędów z przeszłości – teraz może cofnąć się w czasie i rozegrać wszystko inaczej.
Wystarczy, że ukryje się w ciemnym miejscu (doskonale sprawdza się szafa!), zaciśnie mocno pięści i przypomni sobie, gdzie chciałby się znaleźć – następuję natychmiastowa teleportacja.
Takie podróżowanie to miła alternatywa dla włażenia do kominka i sypania proszkiem Fiu ;)).

Bohater ma nadzieję, że jego dar pomoże mu znaleźć dziewczynę.
W tym celu opuszcza dom w Kornwalii i rusza na podbój wielkiego miasta – Londynu.

Zatrzymuje się u zaprzyjaźnionego z rodziną pisarza Harry’ego, mężczyzny nieszczęśliwego, egoistycznego i grubiańskiego.
Harry jest wściekły na cały świat i zdaje się nie akceptować faktu, że życie nie jest jedną wielką powieścią, która wyszła spod jego pióra.
Jego teksty z filmu można by cytować godzinami, bo chociaż ich autor nie należy do najmilszych postaci, słuchając litanii wyzwisk i przekleństw, które padają co chwilę z jego ust, można popłakać się ze śmiechu.

Jak w każdej komedii romantycznej prędzej czy później na scenę wkracza kobieta (jeśli akurat nie gra na niej pierwszych skrzypiec) – urocza Mary.
Dziewczyna o orzechowych włosach i promiennym uśmiechu.
Podobna do wiewiórki.

Mary (Rachel McAdams) jest wielbicielką sukienek i Kate Moss w każdym możliwym wcieleniu.
Jest bardzo nieśmiała, a jednocześnie rozkwita w towarzystwie.
Ma przyjaciółkę – wygadaną prostytutkę Joannę, a Tima poznaję na randce w ciemno.
Dosłownie!
W restauracji, w której spotykają się po raz pierwszy, panuje kompletny mrok.
Stoliki obsługują ślepi kelnerzy, a klienci knajpy rozmawiają ze sobą, nie widząc swoich twarzy.

Po skończonej kolacji główni bohaterowie umawiają się na dworze przed lokalem.
Chcą spojrzeć sobie w oczy, zobaczyć się w całej okazałości.
Oboje są zdenerwowani i obawiają się rozczarowania…

Czas na miłość to komedia z przesłaniem.
Jej motto można streścić w dwóch słowach – żyj chwilą!

Każda scena jest tutaj potrzebna, dopełnia i rozwija fabułę.
Jest niczym element układanki, który – po dopasowaniu do innych – tworzy jedyną w swoim rodzaju, niepowtarzalną całość.

Podsumowując – film jest:

– subtelny
– mądry
– inspirujący
– wzruszający
– dobry na każdą okazję, a szczególnie na doła
i
MAGICZNY!

Wiem, że ciężko jest wymyślić historię, w którą widz uwierzy bez mrugnięcia okiem.
Opowieść prawdziwą, a jednocześnie tak oryginalną i porywającą!
Film, który trzyma na krawędzi fotela, całkowicie skupia uwagę publiczności.
Czas na miłość to przykład takiej właśnie opowieści.

Pamiętam, że po wyjściu z sali kinowej byłam zakochana.
W ludziach i świecie jako takim.
Nie mogłam przestać się uśmiechać, pamiętam też, że tańczyłam na przystanku autobusowym!

Jeśli macie ochotę na taki spontaniczny taniec szczęścia, śmiech dla samego śmiechu, uczucie, że wszystko możecie, jeśli tylko uwierzycie – koniecznie wybierzcie się na film Richarda Curtisa.
S

Zwykły wpis
Subte(linki) niedzielne

30 września – 6 października, czyli lepiej późno, niż później!

Kto to widział, kto to słyszał, by Subte(linki) niedzielne wstawiać w poniedziałek?!
Tego się nie spodziewaliście, prawda?
Uznałam jednak, że pominięcie inspiracji tego tygodnia byłoby niesprawiedliwe, zarówno wobec Was, drodzy czytelnicy, jak i wobec osób, które mnie natchnęły!

Jeśli chodzi o zdjęcia – jest ich tyle, co kot napłakał.
Po długim namyśle postanowiłam wstawić jedno jedyne, z którego jestem zadowolona (co zdarza się rzadko, zwłaszcza jeśli to JA jestem na fotografii ;)).
IMG_5410

Podsumowanie:

W tym tygodniu zrobiłam dużo!
Mimo, że czas spędzałam głównie nad książkami, przygotowując się do miliona testów w przyszłym tygodniu, znalazłam też chwilę na:

* Napisanie pierwszej recenzji dla kółka dziennikarskiego – doszłam do wniosku, że – jeśli chcę zostać w przyszłości dobrą pisarką i autorką artykułów – zacznę doskonalić się w tym kierunku już teraz!

* Posprzątanie każdego kąta w moim pokoju (z drobną pomocą mamy! ;))

* Przygotowanie rozpiski na nadchodzący tydzień, w której:

– na zielono zaznaczyłam sprawy dotyczące bloga,
– na czerwono – szkolne wyjścia, sprawdziany, kartkówki
– na niebiesko – spotkania, zajęcia dodatkowe, małe przyjemności, rzeczy, które robię dla czystego relaksu.

* Regularne czytanie powieści „And The Mountains Echoed” Khaleda Hosseiniego (przerabiam kilka stron każdego wieczoru – to długoterminowa praca domowa na literaturę angielską).

* Obejrzenie dwóch odcinków pewnego fascynującego serialu… jednak więcej dowiecie się o nim za chwilę!

* Przeglądanie blogów, zagłębianie się w inspirujące teksty moich koleżanek i kolegów po fachu.

Subte(linki):

Przyszedł czas na pierwszą październikową porcję linków!
Były wpisy, które czytałam z nosem przyklejonym do monitora, nie mogąc wyjść z podziwu, jak ktoś mógł napisać coś tak pięknego i prawdziwego!
Niektórzy blogerzy mają talent do przelewania myśli na papier, robią to z wdziękiem, przechodzą płynnie od jednego zdania do drugiego, a każdy akapit jest na swoim miejscu i na temat.
Umieją zdobyć uwagę czytelnika już pierwszym słowem, intrygującym zdaniem.
Może to kwestia praktyki, a może daru od losu?

Blogi:

* Teksty Małgorzaty mogłabym czytać godzinami!
Uwielbiam jej styl pisania, a sama idea bloga „365 dni…” skradła moje serce!
To, że jest blogerka, która pragnie przekazać coś światu każdego dnia, nieważne czy piątek czy świątek, podnosi mnie na duchu.
Podziwiam jej pracowitość i samozaparcie w dążeniu do wyznaczonego sobie celu.
Gorąco polecam Wam jej stronę – codziennie znajdziecie na niej nowy inspirujący post, ciekawe przemyślenia i pasję, którą Małgosia aż emanuje!

* Posty Krufki najlepiej smakują przy porannej kawie/ herbacie.
Nastrajają pozytywnie i rozgrzewają w jesienne dni.
Ostatnio było o kobiecości – jak zwykle subtelnie i obiecująco.
Bardzo spodobał mi się projekt 3 x S, blogerka nadała mojej zasadzie nowe znaczenie!
Teraz mam dylemat – czy zaufać sobie, snom i sercu, czy raczej wyruszyć do sklepu po sukienkę, szminkę i szpilki?
W mojej interpretacji byłaby to jednak reguła: „3 x K” czyli kolczyki, kozaki i (piękna, jesienna) kurtka.
Co o tym myślisz, Krufko?

* O drodze na szczyt i przezwyciężaniu strachu pięknie opowiada Paulina Bella.
Długo zastanawiałam się, jak opisać jej tekst, aż doszłam do wniosku, ze nie da się wyrazić w słowach jego sensu i mądrości!
Zobaczcie sami —> Make life beautiful – Jaki jest twój szczyt?

Mól książkowy:

Dawno już nie opowiadałam Wam, co dzieje się na mojej półce…
Ostatnio tylko wspomniałam o „Planecie pozytywnych myśli„, a przecież do Pawlikowskiej dołączyły jeszcze dwie inne pozycje!
Przez wrzesień uśpiłam w sobie czytelniczkę, rzuciłam się w wir pisania, ale nadszedł czas, by powiedzieć STOP!, zatrzymać się i zagłębić w jakąś obszerną powieść.
Moje ostatnie zdobycze to:

– „Cena wody w Finistere” autorstwa Bodil Malmsten
– „Jak napisać powieść” Nigela Wattsa.

A teraz czas na gwiazdę tygodnia – serial, który rzucił na mnie urok!
Niesamowity, mroczny, wciągający, z wyrazistymi, skomplikowanymi bohaterami, pięknymi strojami i gęstą od napięcia atmosferą…
Przedstawiam Wam…
Downton Abbey!

W tym dramacie kostiumowym, którego akcja rozgrywa się jeszcze przed I wojną światową, każdy z bohaterów skrywa jakiś sekret.
To istny majstersztyk – odcinki są przemyślane, dopracowane w najmniejszym szczególe, dialogi błyskotliwe, postacie wzbudzają emocje.
W pewnym momencie widz zapomina, że jest tylko widzem – przenosi się do posiadłości w Anglii, przemierza jej korytarze wraz z aktorami, zagląda do pokoi służby i arystokracji, jadalni, kuchni, łazienki, gabinetu…

Wszystko wydaje się tak prawdziwe!
A serial z każdym kolejnym odcinkiem wkrada się w nasze myśli, coraz bardziej wciąga, zdumiewa i zaskakuje…
Zanim się obejrzycie, już jesteście uwięzieni w Downton Abbey!
Z własnej winy…

Zwykły wpis
Subte(linki) niedzielne

Imieninowo: 23-29 września

Dzisiejsze Subte(linki) miałam zaplanowane od A do Z, jednak – jak to zwykle bywa – cały mój pomysł legł w gruzach.
Nie dlatego, że nie wyszedł, bynajmniej!
Po prostu mam imieniny.
I chociaż nie lubię chwalić się prezentami, aż mi serce pęka, kiedy myślę, że mogłabym nie wspomnieć o tych upominkach!
Pasują do tematyki mojego bloga i samego bloga jako takiego :).
Dzisiejsze perełki będą różnić się od zeszłotygodniowych, myślę jednak, że dobrze jest od czasu do czasu wywrócić coś do góry nogami.
Choćby po to, by urozmaicić rzeczywistość i spojrzeć na świat z innej perspektywy.
Poniższy post został napisany z imieninowego punktu widzenia, a że urodziny imienia zdarzają się (niektórym!) tylko raz w roku, postanowiłam je uczcić publicznie.
Mam nadzieję, że moją pisaninę potraktujecie z przymrużeniem oka – zwróćcie uwagę, że tekst pisała zauroczona i podekscytowana podarunkami piętnastolatka, która zazwyczaj nie pozwala sobie na taki misz – masz i pisanie, byle tylko pisać!

IMG_5381

Odkąd pamiętam, byłam jedną i jedyną Michaliną.
W szkole, w domu, na zajęciach tańca, obozach i konkursach.
To imię ma chyba najwięcej zdrobnień ze wszystkich!
Jestem Miśką, Misią, Misiakiem, Mińką (to dzięki siostrze), Michalinką, Halinką, Alinką, Michą i Machą w tym samym czasie!
Zawsze uważałam, że takie miano bardziej pasuję do poważnej, nudnej urzędniczki, a nie zwariowanej nastolatki!
Właśnie dlatego jestem Subtelną – przynajmniej w jednym miejscu na świecie.
A już za chwilę zmienię to miejsce (a przynajmniej mój internetowy adres zamieszkania) na zawsze!
Już za dni parę…

Przenoszę się na… WŁASNĄ DOMENĘ!
Kiedy się o tym dowiedziałam, aż zaniemówiłam z wrażenia.
Hmmm…może nie do końca tak było, ale przyznajcie, że brzmi intrygująco.
Już niedługo schowam wszystkie wpisy do walizki, zatrzasnę ją z hukiem, odetchnę z ulgą i wyruszę w podróż do:

http://www.polubsiebie.com

(Wyobraźcie sobie, że tworząc ten wpis wpisałam tutaj stary adres!).
I mam nadzieję, że zabierzecie się ze mną.
Oczywiście dam znać, kiedy remont dobiegnie końca, ściany mojego blogerskiego domu będą pomalowane, meble wstawione, a drzwi frontowe zachęcająco uchylone.
Ostrzegam, że opanowanie chaosu może trochę zająć, ale efekt wart jest ciężkiej pracy.

Kiedyś usłyszałam:
Jeśli traktujesz blogowanie poważnie, przenieś się na własną domenę„.
Czy to znaczy, że już nie jestem początkującą internetową pisarką?
Niezależnie od tego i tak zaczynam od początku.
Znowu wspinam się do góry, szczebel po szczeblu.

Wiem, że będzie mi ciężko pożegnać się z wujkiem WordPressem.
Wiele razem przeszliśmy, współpracowaliśmy przez rok z kawałkiem i bardzo się ze sobą zżyliśmy.
Ale ja jestem i zawsze będę zagorzałą wielbicielką zmian pod każdą postacią!
Nieważne, w jakiej dziedzinie, kiedy, gdzie, dlaczego.
Byle coś odmienić – taka już moja natura!

Kochana rodzinka zna mnie na wylot i zdaje sobie sprawę, z czego najbardziej się ucieszę.
A jest to… pudełko własnych wizytówek, takich wychuchanych i profesjonalnych.
Skoro mam już mini podobizny z adresem bloga na odwrocie, mogę spokojnie nazwać się Blogerką przed duże B ;).

Jednak nie mogło obyć się bez książki!
Planeta dobrych myśli” Pawlikowskiej to zbiór optymistycznych, motywujących do działania i podnoszących na duchu cytatów, historyjek i obrazków.
Takich krótkich tekstów na czarną godzinę – zły dzień, chwile zwątpienia, poczucia bezsensu, pustki.
Sama nazwa i kolory okładki przywołują pozytywne skojarzenia!

A jedno zdanie:

Rób to, co kochasz i rób to z miłością, a będziesz kim zechcesz.”

jest jednocześnie tak banalne i prawdziwe!

Nic dodać, nic ująć.
Brak słów.

Ostatnim z upominków jest wieczne pióro – rzecz nieodłącznie związana z pisaniem, tworzeniem, kaligrafowaniem słów.
Rzecz piękna, trwała i ważna – szczególnie dla osoby, która w przyszłości pragnie zostać autorką i dziennikarką.
Rzecz bardzo potrzebna i magiczna – bo wodzenie stalówką po papierze ma w sobie czar, urok i siłę.
Może kiedyś napiszę nim własną opowieść?

***
Dzisiaj zostawiam Was z jednym linkiem – do vloga „Draw my life„, prowadzonego przez moją imienniczkę, Michelle Phan.
Autorka jest wrażliwą, niezwykle ambitną i utalentowaną plastycznie kobietą, jej rysunki przyciągają uwagę swoją prostotą, a głos uspokaja, wprowadza widza w stan relaksu.
Tym odcinkiem Michelle podbiła moje serce – wzruszyła i sprawiła, że dołączyłam do niemałego grona jej fanów.
Gorąco polecam Wam jej filmiki i życzę słonecznej, niezapomnianej niedzieli!
Subtelna

Zwykły wpis