Umysł

Książka słuchana nie tylko dla leniwych

IMG_6203
weheartit.com

Wskutek niefortunnego wypadku z czajnikiem z wrzącą wodą w roli głównej, zostałam przykuta do łóżka na najbliższy tydzień.  Z braku ciekawszych zajęć, ułożyłam się na wygodnej sofie, z zabandażowanymi kostkami na miękkiej, wysokiej poduszce, otoczyłam się stosikami książek, a na stoliku koło kanapy postawiłam radio i cudotwórczą herbatę malinową. Postanowiłam, że wykorzystam chwilowe unieruchomienie konstruktywnie. W ostatnim tekście przedstawiłam Wam fascynujący mnie od dłuższego czasu projekt Babauty, a także opisałam swoje spotkanie (long time, no see) z papierowymi przyjaciółmi. Dzisiaj natomiast chciałabym skupić się na temacie „kulturalnej rozrywki dla leniwych”, jak po cichu nazywam… słuchanie audiobook’ów. Mimo całej swojej miłości do dobrych, namacalnych powieści, lubię od czasu do czasu sobie pofolgować. Bywa, że nie mogę już patrzeć na nieskończone rzędy liter i mdli mnie od czarno – białych stronic. Zdaję sobie sprawę, że brzmi to co najmniej dziwnie w ustach oddanej czytelniczki, jednak taka jest prawda; czasem mam dość. Sięgam wtedy do szuflady szafki nocnej i wyciągam jedną z „książek mówionych”. Moją topową pozycją, absolutnym hitem jest „Harry Potter„, czytany przez Piotra Fronczewskiego (tylko w przypadku jednej części – „Harry Potter i Czara Ognia” – cudowny głos Fronczewskiego zastępuje niewiele gorszy Wiktora Zborowskiego). Uwielbiam zasypiać przy dźwiękach każdej płyty z serii (chociaż niedawno dowiedziałam się, że słuchanie audiobook’ów na dobranoc jest szkodliwe… cóż, jeśli jeszcze raz przeczytacie pierwsze zdanie tekstu, zrozumiecie, że autorka tego bloga ma zdecydowanie złe skłonności! Całą odpowiedzialność  zrzucam na geny.;)). Kiedy byłam młodsza, potrafiłam przez miesiąc słuchać jednej i tej samej płyty, czego skutkiem było to, że sypałam cytatami jak z rękawa, a rodzina i znajomi patrzyli na mnie niczym na przybysza z obcej planety.  Później założyłam bloga i wieczorami – zamiast przenosić się do Hogwartu za sprawą magicznego, tajemniczego głosu Fronczewskiego czy Zborowskiego – notowałam „na żywioł” wszystkie nawet najdrobniejsze pomysły, które miały pomóc mi w przyszłości zmienić polską blogosferę. Więcej mówiłam i pisałam, niż słuchałam i czytałam… Nauczyłam się, jak ważne jest, by zachować równowagę w przyjmowaniu i dawaniu, w czerpaniu i tworzeniu, w teorii i praktyce. Nie chciałam zrobić sobie przerwy, bałam się, że jeśli na początku sobie odpuszczę, szybko się zniechęcę. Z drugiej strony jednak byłam na skraju psychicznego wypalenia i nie mogłam pozwolić, by oczekiwania moich czytelników przysłoniły moje własne możliwości. Wróciłam do kulturalnych inspiracji, między innymi do słuchania, w którym odnalazłam przyjemność.

Dlaczego warto słuchać ?

Audiobooki, podobnie jak powieści, poszerzają naszą wyobraźnię, pozwalają nam wykreować w głowie własny świat, a raczej indywidualną, oryginalną wersję świata stworzonego przez autora. Są też wygodniejsze niż książki – lepiej sprawdzają się w podróży, zwłaszcza jeśli mamy ze sobą przenośny odtwarzacz MP3 – a samo słuchanie nie jest czynnością tak męczącą jak czytanie, choćby dlatego, że puszczając płytę, możemy zamknąć oczy i zrelaksować ciało i umysł. Audiobook to miła alternatywa również dla telewizji i komputera, wspaniale sprawdza się podczas silnego przeziębienia i innych schorzeń (złamanych rąk, nóg, poparzonych palców itd. ;)).  Czyż sama wizja gorącego kakao, ciepłego koca i ulubionego aktora szepczącego do ucha fascynujące historie nie jest nad wyraz kusząca ?

P.S Jeśli sami jesteście wielbicielami książek słuchanych, macie jakieś tytuły godne polecenia, podzielcie się w komentarzach swoimi faworytami! Będę wdzięczna za każdą propozycję…

Zwykły wpis
Umysł

Subtelne piękno trybu off – line

Zawsze podziwiałam blogera Leo Babautę, niezrównanego pod względem swojego apetytu na rozwój, dążenie do samodoskonalenia, dokonywania zmian w wielu dziedzinach życia. Najbardziej spodobał mi się jego pomysł, by od czasu do czasu przestawić się na tryb off – line. On sam jest człowiekiem, któremu brak kontaktu z wirtualnym światem – ze swoimi blogami, portalami społecznościowymi, a nawet stronami internetowymi, na których szuka codziennych inspiracji – przychodzi z wielkim trudem. Niezależnie od tego, co twierdzi, każdy bloger jest na swój sposób uzależniony od internetu, złakniony kontaktu ze swoimi czytelnikami, przyzwyczajony do tego, że wspomina każde, nawet niepozorne zdarzenie ze swojego życia pod kątem „muszę wykorzystać to w kolejnym tekście!” Właśnie dlatego off – lajnowy detoks autora bloga zenhabits wywarł na mnie spore wrażenie. Pomyślałam:

– Jeśli on potrafi zrobić sobie urlop i odłączyć się choć na kilka dni od sieci, czemu i ja nie mogę?!

Wkrótce nadarzyła się idealna okazja. W drugim tygodniu ferii bożonarodzeniowych wyjechałam za granicę. W walizce miałam dwie opasłe powieści (wspomniane wcześniej „Wołanie kukułki”, nad którego recenzją obecnie pracuję i „Księgę przeznaczenia”), a w torebce włączony telefon. Pierwszego dnia urlopu spontanicznie zostawiłam go w pokoju hotelowym i ruszyłam na plażę z książką pod pachą. Zdziwiło mnie moje własne samopoczucie! Czułam się taka… wolna, lekka, silna, od niczego nie uzależniona. Szybko zatopiłam się w lekturze i chociaż straciłam kontakt z rzeczywistością, miałam świadomość, że rozsądnie spędzam czas. Zdałam sobie sprawę, że tęskniłam za prostymi przyjemnościami Prawdziwego Mola Książkowego: za zapachem kartek prawdziwej książki, za delikatnym chrupaniem okładki w rękach (znacie to? :)), za przewracaniem cienkich, szorstkich stron pokrytych drobnym drukiem… a szczególnie za pragnieniem, by przeczytać jeszcze tylko kilka stron, zobaczyć, jak rozwinie się fabuła, jak potoczą się dalsze losy ukochanych bohaterów… Za tajemnicą unoszącą się nad każdą dopiero co nabytą, jeszcze nie pochłoniętą lekturą. Pozwoliłam sobie znów wcielić się w subtelnego detektywa, który tworzy w głowie własne teorie na temat ewentualnego mordercy (w przypadku kryminału), cofa się kilka kartek wstecz, by zebrać potrzebne dowody i wyłapać jakąś nieścisłość autora, brak logiki w rozumowaniu postaci… W przypadku książek Agathy Christie taka nieścisłość nie występuję NIGDY… Myślicie, że Królowa Kryminału jest tylko jedna ? Nigdy bym się nie spodziewała po J.K Rowling tak… solidnie napisanego kryminału. Wartkość akcji, metamorfoza bohaterów, detektyw, który może i nie grzeszy urodą, jednak z pewnością uwodzi błyskotliwością umysłu, opisy miejsc tak wyraziste, że aż namacalne… Te wszystkie czynniki składają się na – może nie do końca nieprzewidywalną, ale za to niezwykle wciągającą – powieść, którą czytelnik pragnie delektować się do samego końca. Już z niecierpliwością wyczekuję kolejnej książki z serii o detektywie (prawdziwym Quasimodo) Cormoranie Strike’u.

Zdaję sobie sprawę, że zaczęłam tekst od Leo i jego inspirującego rytuału, jednak znacie mnie przecież nie od dziś i wiecie, że moje myśli pędzą z zabójczą prędkością – trzeba być niezwykle uważnym i zdeterminowanym, by nie pogubić się w moich tekstach! 😉 Wracając jeszcze do wyzwania, jakie postawił przed sobą mój idol, Leo Babauta – dokładniej mówiąc, bloger zdecydował, że ustali sobie swój własny limit korzystania z internetu; pół godziny dziennie po 10 razy z regularnymi, równymi przerwami. Zaznaczył, że nie jest to jeszcze plan idealny i że w przyszłości chciałby go udoskonalić. Do swojego projektu zaangażował również żonę i dzieci. Tak jak napisałam na początku, to właśnie jego postanowienie natchnęło mnie do radykalnego obcięcia dostępu do sieci. Pozwoliło mi zrozumieć, że – chociaż uwielbiam surfować po ulubionych stronach, szukać motywacji na najróżniejszych blogach i rozmawiać na czacie z przyjaciółmi – równie mocno potrzebuję chwili wyciszenia. Kocham czytać, po prostu tak mam. Był czas, kiedy wstydziłam się swojej miłości do książek… Teraz mi głupio. Poświęcając ubiegły tydzień na relaks w trybie off – line nareszcie do mnie dotarło:

Nie potrzebuję do szczęścia niczego, prócz dobrej powieści i filiżanki parującej herbaty!

A kiedy akurat jestem on – line: blog też ma w sobie pewien nieodparty urok ;).

P.S Sprytnie wplotłam do dzisiejszego wpisu element recenzji, nie sądzicie ? Doszłam do wniosku, że daruję Wam opis fabuły, imiona poszczególnych postaci… Uchyliłam jedynie rąbka tajemnicy. Z własnego doświadczenia wiem, że rozsmakowani czytacze nie potrzebują większej zachęty, by sięgnąć po powieść!

Zwykły wpis
Umysł

O egzaminie i szczęśliwej 13

IMG_5213
weheartit.com

Wszyscy wokół powtarzają mi, ze czeka mnie ważny egzamin. Test który w znaczącym stopniu zadecyduje o mojej przyszłości, dalszej drodze życiowej. Sama ledwo potrafię o nim zapomnieć!
Tylko w tym miesiącu mam już zapowiedzianych kilka wielkich testów z geografii, historii, Wosu. Mój kalendarz wkrótce okaże się za mały, żeby pomieścić wszystkie te wydarzenia!
Tak, stresuję się. Testem gimnazjalnym, wyborem liceum, tym, że nie zdążę dobrze wszystkiego przemyśleć (wiecie – lista „wad i zalet” i te sprawy) i skończę w szkole, w której nigdy nie powinnam się znaleźć!
Sami więc widzicie, ze nie mam wiele czasu na bloga, chociaż bardzo brakuję mi pisania. Gdybym tylko mogła zrobić sobie wolne, cały weekend poświęcić na przyjemności…
STOP!
Ja tu gadu – gadu, a Wy pewnie chcielibyście przeczytać coś konkretnego: recenzję książki, filmu, jakiś przemyślany i zaplanowany post.
Szczerze mówiąc nie mam jednego tematu na dzisiejszy tekst. (Teraz pewnie większość z Was zamknie ze złością komputer, żeby zająć się własnymi, pilnymi sprawami).
Chociaż…
Wpadł mi do głowy pewien pomysł!
Na początku potraktowałam go z lekceważeniem, odtrąciłam, ale cały czas uparcie wracał, wskakiwał między moje myśli.
Doszłam do wniosku, ze po prostu muszę (i chcę :)) go wykorzystać!

Drodzy czytelnicy…
Postanowiłam zmierzyć się z samą sobą i …. stworzyć listę najlepszych tekstów, jakie pojawiły się na moim blogu! Takie top (tutaj wstawię odpowiednią liczbę) postów, które warto przeczytać, które spotkały się z wieloma komentarzami, pozytywnymi, ale i negatywnymi recenzjami. Odświeżę też kilka starych tekstów, które dawno zostały zapomniane, pochowane w pamięci, a może nigdy ich nie przeczytaliście?
Czeka mnie monotonna praca, wyławianie wpisów z morza (dokładnie 89) postów.
Chciałabym też, żebyście odezwali się w komentarzach, powiedzieli, czego brakuję Wam na moim blogu, o czym chcielibyście przeczytać, co Was interesuje.
Piszę, żeby być czytana! Nie tylko dla siebie, ale i dla Was – czytelników.
Jesteście moją wyrocznią.
Mówcie, odzywajcie się, wygłaszajcie opinie, zwracajcie uwagę na jakieś istotne tematy, które do tej pory nie zostały poruszone, mimo że aż się o to prosi!
I proszę – bądźcie szczerzy! Ze mną, ze sobą. Nie chodzi mi tutaj o pisanie co popadnie, dla samego pisania, nie! Raczej o spokojne wsłuchanie się w siebie, swoje potrzeby, problemy. Może ktoś z Was ma kłopot z występowaniem publicznie. Może któryś czytelnik chciałby założyć własnego bloga, ale się wstydzi. A może brakuję Wam postów o akceptacji…
Jeśli boicie się odpowiedzieć mi pod wpisem, zawsze możecie napisać na maila – znajdziecie go w zakładce Kontakt.
Życzę Wam wspaniałego, wczesno – jesiennego weekendu!
S

Top 13, czyli posty uwielbiane i zapomniane
1. https://polubsiebie.wordpress.com/2013/03/30/who-cares-about-haters/
2. https://polubsiebie.wordpress.com/2012/09/12/ajurweda-prawde-ci-powie/
3. https://polubsiebie.wordpress.com/2013/04/23/swiadome-leniuchowanie-czyli-jak-odpoczywac-na-100/
4. https://polubsiebie.wordpress.com/2013/08/29/pierwsze-jesienne-zapiski/
5. https://polubsiebie.wordpress.com/2012/08/15/zadbaj-o-swojego-stworka/
6. https://polubsiebie.wordpress.com/2013/07/30/elementarz-codziennego-pisania/
7. https://polubsiebie.wordpress.com/2013/08/03/ciezkie-pisania-poczatki/
8.https://polubsiebie.wordpress.com/2013/08/11/po-co-komu-rytualy/
9.https://polubsiebie.wordpress.com/2013/08/02/trampolina-minimalizmu/
10. https://polubsiebie.wordpress.com/2013/08/18/w-zgodzie-z-psem-i-kotem/
11.https://polubsiebie.wordpress.com/2012/08/08/zakonczmy-szare-dni/
12. https://polubsiebie.wordpress.com/2013/08/28/subtelnie-o-zyciu-w-rownowadze/
13. https://polubsiebie.wordpress.com/2013/08/30/o-wdziecznosci-slow-kilka/

Zwykły wpis
Umysł

Liebster Blog Award – moja pierwsza nagroda!

LIEBSTER-BLOG-AWARD
http://1.bp.blogspot.com

Mimo, ze dzisiaj zaczyna się szkoła, jestem w świetnym humorze!
Bloger sztala nominował mnie wczoraj do Liebster Blog Award. To dobry początek września, nie sądzicie?
Moja pierwsza nagroda!
Oszczędzę Wam pisania, że chodzę dumna jak paw i szczęśliwa, co najmniej jakbym miała urodziny…
Dziękuję Ci sztala, że doceniłeś bloga i mnie jako autorkę. To bardzo wiele dla mnie znaczy!

Za chwilę odpowiem na zadane przez sztale jedenaście pytań i napiszę własne, nad którymi będą się głowili wyznaczeni przeze mnie blogerzy.
Wymienię ich dopiero na końcu wpisu – cierpliwości!

Pytania od sztali:

1) O której (rano) zwykle wstajesz w dni robocze?
W tygodniu zazwyczaj wstaję między 6, a 6:30.

2) Twój ulubiony zespół, rodzaj/gatunek muzyki.
Zespoły – Imagine Dragons, Muse, a ostatnio nawet Bon Jovi!

3) Jaka jest Twoja religia?
Jestem ateistką.

4) Twój największy autorytet/ wzór/ mistrz?
Autorytetem jest dla mnie mój dziadek, który umie pogodzić pracę pisarza z zajmowaniem się swoimi dwiema, wybuchowymi wnuczkami!;)

5) Co jadłaś dzisiaj na śniadanie?
Pokarm dla mózgu – płatki owsiane z orzechami i miodem!

6) Gdzie jest Twoje wymarzone mieszkanie/ dom? (gdzie chcesz mieszkać: wieś, małe miasto, duże miasto)?
Chciałabym mieszkać blisko plaży i morza, w Sopocie lub Gdańsku.

7) Najważniejsza książka to…
Cień wiatru” Carlosa Ruiza Zafona. Ta powieść ma w sobie magię!

8) Największe marzenie…
Zostać pisarką lub dziennikarką (a może i tym i tym?), publikować ciekawe, inspirujące artykuły, powieści, opowiadania.

9) Zwiedzanie zaplanowane czy spontaniczne?
Zdecydowanie spontaniczne!

10) Kogo chciałabyś spotkać, porozmawiać?
Bardzo chciałabym spotkać się z J.K Rowling lub Seanem Coveyem – można powiedzieć, że są to moi idole. Super byłoby usiąść z nimi przy kawie i porozmawiać o pisaniu!

11) Jaka jest twoja najgorsza wada i jaka jest Twoja największa zaleta?
Wada – łatwo wyprowadzić mnie z równowagi, bardzo szybko się irytuję, ale wystarczy kilka minut i wściekłość ze mnie wyparowuje (rymy są przypadkowe!;)
Zaleta – jestem odważna, nie boję się bronić własnego zdania i realizować marzeń!

Ok, teraz kolej na mnie. Zgodnie z zasadą, rewanżuję się jedenastoma pytaniami do innych blogerów, jednak nie wolno zadać ich osobie, która nominowała.
To bardzo ważne!!!

Pytania ode mnie:

1) Dlaczego założyłeś/ założyłaś bloga?

2) Co jest dla ciebie najważniejsze w blogowaniu?

3) Jakie masz rady dla początkujących blogerów?

4) Wykonywanie jakiego zawodu byłoby spełnieniem Twoich marzeń?

5) Twoje największe osiągnięcie…

6) Twój ukochany film…

7) Jaką książkę zabrałbyś/ zabrałabyś na bezludną wyspę?

8) Wymarzone miejsce na wakacje…

9) Ulubiona gazeta…

10) Co chciałbyś/ chciałabyś w sobie zmienić?

11) Za co siebie lubisz?

Uwaga, uwaga!!
Blogerzy, których wciągam do zabawy: Nadine, Krufkowa, one little smile, girl with one eye, maniamody, ikupasi.
Jeżeli chcecie wziąć udział, odpowiedzcie proszę na powyższe pytania na swoich blogach, a następnie wyznaczcie 11 (ja wyróżniłam szóstkę, nie dałam rady więcej) blogerów, którzy Waszym zdaniem zasługują na uwagę.
Bardzo im pomożecie!
Macie na to 11 dni.
Powodzenia!
S

Zwykły wpis
Umysł

Uwierz w ducha!

Kilka dni temu obejrzałam niesamowity, wzruszający film pt. „Uwierz w ducha„. Główną rolę gra w nim Patrick Swayze (Sam), który jest bezgranicznie zakochany w swojej partnerce, Molly (Demi Moore). Molly to artystyczna dusza, jej pasją jest garncarstwo. Sam spełnia każde jej życzenie.
Pewnego wieczoru para wybiera się do teatru. Po zakończeniu sztuki wracają piechotą, żywiołowo dyskutując o przedstawieniu. W pewnej chwili orientują się, że ktoś za nimi idzie. Obcy mężczyzna ma w ręce pistolet, chce odebrać Samowi portfel.
Bohater ginie w walce z przestępcą.
Tej nocy Molly wraca sama do domu. Jest wściekła, przerażona i zaszokowana, nie ma pojęcia, co robić. W tym samym czasie Sam materializuje się u jej boku…jako DUCH. Jego ukochana nie zdaje sobie sprawy z obecności Sama, z tego, że cały czas jest tuż przy niej. Nie wie też, że z chwilą śmierci partnera znalazła się w śmiertelnym niebezpieczeństwie…

Sam pragnie z całego serca ostrzec Molly. Nie wie tylko, jak przekazać jej pilną wiadomość. Nieoczekiwanie nawiązuje porozumienie z własnym kotem, który za każdym razem, kiedy bohater się do niego zbliża, prycha i parska z wściekłości. Kot wyraźnie widzi zjawę, jednak Molly pozostaje ślepa.

Bohater postanawia odwiedzić ciemnoskórą spirystkę, Ode Mae Brown (w tej roli Whoopi Goldberg). Kobieta zgadza się mu pomóc, jeśli obieca, że później zostawi ją w spokoju. Tak nawiązuję się przyjaźń między zwariowaną, wybuchową Odą a duchem, którego umie dostrzec tylko ona (nie licząc kota, który nawet nie kiwnie łapą, aby pomóc swojemu opiekunowi!;)).

Uwierz w ducha” przypomina bardziej piękną love story, niż film przygodowy. Opowiada o miłości, która jest silniejsza niż śmierć, która potrafi wyczuć, zobaczyć to, czego nie widać. Mimo, że temat może wydać Wam się banalny i oklepany, warto dać się wciągnąć w tę magiczną historię, która jednak ma w sobie coś prawdziwego, stałego i niezmiennego.
Ta opowieść wzbudza uczucia, nie można być wobec niej obojętnym. Jest w niej ŻYCIE (nie dajcie nabrać się na tytuł, tak naprawdę nie jest to wcale historia o umieraniu!), wola walki, żądza zemsty i utarcia nosa wrogom.
Fabuła, jakich wiele, a mimo wszystko wciąż za mało!

IMG_5164

IMG_5165
IMG_5163
weheartit.com

Zwykły wpis
Umysł

Wariat czy nieoszlifowany diament?

IMG_5022
Dla Pata Solatano (Bradley Cooper) nie ma rzeczy niemożliwych. Wyznacza sobie cele i osiąga je. Nie ma innej opcji! Zawsze daje z siebie 100%, jest zwarty i gotowy. A marzeniem jego życia jest odzyskanie byłej żony- Nikky. Rozeszli się, gdy główny bohater „Poradnika pozytywnego myślenia” dowiedział się, że jego ukochana ma romans z historykiem.
Pat spędził 8 miesięcy w zakładzie psychiatrycznym.
Teraz wraca do domu.

Główny bohater pragnie udowodnić wszystkim wokół, jaki jest normalny, co – paradoksalnie – powoduje, że ludzie odsuwają się od niego.
Nawet jego własna rodzina (w roli ojca Robert De Niro) zachowuje się w stosunku do Pata podejrzliwie.
Sąd wydał Solatano zakaz zbliżania się do Nikky. Pat nie potrafi zrozumieć, dlaczego jego bliscy, rodzina, przyjaciele, nawet sąsiedzi, którzy prawie go nie znają – dosłownie wszyscy uważają go za czubka i wariata.
Przecież on tylko chce udowodnić ukochanej, jak bardzo mu na niej zależy!

A jest w stanie zrobić dla Nikky absolutnie wszystko. Schudnąć. Przeczytać wszystkie książki, jakie kiedykolwiek miała w lekturze. Na powrót stać się tym wspaniałym facetem, którego poślubiła i tak kochała!

Kiedy główny bohater przychodzi na kolację do znajomych, poznaje tajemniczą i impulsywną kobietę o niewyparzonym języku.
Na imię jej Tiffany (Jennifer Lawrence). Jej mąż zmarł i od tamtego czasu spała ze wszystkimi ludźmi ze swojej pracy. Nawet z szefem.
Jak możecie się domyślić, szybko została bezrobotna…

Pat i Tiffany pasują do siebie jak ulał. Tak różni, a jednocześnie w pewien sposób podobni.
Czy z przelotnego kontaktu wyniknie coś więcej?
Czy Tiffany i Pat znajdą wspólny język?
I wreszcie – czy głównemu bohaterowi uda się wyzdrowieć i na dobre zapomnieć o żonie?

Poradnik pozytywnego myślenia” oglądałam z prawdziwą przyjemnością. Inspirujący główny bohater, hipnotyzująca Lawrence i błyskotliwy scenariusz – każdy element z osobna i wszystko razem wywarło na mnie wrażenie. Ten film sprowokował mnie do myślenia, drążenia, zadawania pytań i szukania odpowiedzi.
To zastanawiające i przerażające, jak szybko zagubiony, rozgoryczony, niepewny siebie człowiek może zostać sklasyfikowany jako wariat.
I to tylko dlatego, że nie czuje się bezpiecznie, ma wymagania w stosunku do siebie i innych, wyróżnia się w tłumie przebojowych, pewnych siebie i pozornie szczęśliwych ludzi.
Pat i Tiffany są dla mnie przykładami szalonych geniuszy. Odstają od reszty społeczeństwa, sprawiają wrażenie ludzi zamkniętych w sobie, wrogo nastawionych do świata, choć w środku są jak nieoszlifowane diamenty. Trzeba bardzo dobrze ich poznać i zrozumieć, żeby dostrzec w nich blask.
Zastanawiam się, ile jest na świecie takich nieodkrytych klejnotów…
Często jeden rzut oka nie wystarcza, żeby poznać człowieka!

Zwykły wpis
Umysł

Silne babki na ekranie!

Na początku chciałam napisać o filmie „Przed północą„. Doszłam jednak do wniosku, ze mój blog to w większości recenzje filmów i książek, kilka wpisów psychologicznych, jeden o minimalizmie i wpisy o podróżach.
A co z moimi inspiracjami?
Ostatnio zaniedbałam nawet kategorię „Gość honorowy”, chociaż na samym początku obiecałam sobie, że będą ją regularnie prowadzić!
Mam wrażenie, że mój blog jest taki nie do końca mój. Mimo, że piszę o własnych przemyśleniach, brakuję mi czegoś w tych wszystkich postach.
Jakiejś spójności.

Miałam wiele pomysłów na dzisiejszy wpis, żaden jednak nie był idealny, nie pasował. Chciałabym napisać o tym, co jest mi najbliższe, a jednocześnie choć trochę zbliżyć się do jakiegoś nieodkrytego tematu…

Pamiętacie może wpis o bohaterkach literackich, które mnie inspirowały? Możecie znaleźć go TUTAJ.
Dzisiejszy chciałabym przeznaczyć dla bohaterek filmowych. Silnych, inspirujących, pewnych siebie kobiet.
Z seriali i z wielkiego ekranu :).

Seriale:

1. Rory Gilmore z „Kochanych kłopotów”– dla wielu z Was Rory może być przykładem nudnej kujonki. Ambitna, pewna siebie, lubiąca się uczyć dziewczyna, która dodatkowo ma świetny kontakt ze swoją matką, utrzymuję nawet, że jest ona jej najlepszą przyjaciółką! Dla mnie jednak Rory jest niekończącą się inspiracją. Cały serial z resztą jest ciepły i pogodny, idealny na doła.
Rory stawia sobie w życiu cele i wytrwale dąży do ich zrealizowania. Bystra bohaterka, która zna swoją wartość.

2. Betty Suarez z „Brzyduli Betty” – ta postać jest wam znana z „Brzyduli na lato„, więc nie będę się o niej rozpisywać. Dodam tylko, że w czwartym sezonie serialu Betty zakłada własnego bloga (pt. „To Inspire At Least One Person„) i zaczyna pisać na własną rękę. Ten wątek najbardziej mi się spodobał :).

3. Mercedes Jones z „Glee” – piękna Murzynka o zniewalającym głosie. Moja ukochana postać z całego serialu. Chociaż nierzadko jest jej ciężko, nigdy się nie poddaje. Jest dumna, nosi głowę wysoko i nie daje sobie w kaszę dmuchać.

Filmy:

4. Toula z „Mojego Wielkiego Greckiego Wesela” – 30- letnie bohaterka jest niezdarną kobietą wychowaną w tradycyjnej, wielkiej, greckiej rodzinie. Kiedy zakochuje się w Amerykaninie (a na dodatek wegetarianinie, co wśród Greków jest wprost nie do pomyślenia!), postanawia zrobić wszystko, aby przekonać do niego swoich bliskich… Z lepszym lub gorszym skutkiem!
Na początku seansu Toula jest niepewną siebie, niezbyt urodziwą kobietą o nikłym poczuciu własnej wartości. Kiedy poznaje Johna Corbatta, przechodzi istną metamorfozę. Zaczyna bardziej o siebie dbać, zapisuje się na kurs komputerowy, powoli uświadamia sobie, że jest warta więcej, niż myśli.
Wspaniałe jest to, że każda z nas może utożsamić się z główną bohaterką- nawet piękne dziewczyny, które jednak po cichu nazywają siebie brzydkimi kaczątkami.

5. Thelma i Louise z „Thelmy & Louise” – dwie niesamowite kobiece role. Thelma (Greena Davis) i Louise (Susan Sarandon) są zmęczone swoim dotychczasowym życiem. W pewien weekend zostawiają swoim partnerom kartkę, że wybrały się na ryby i wyjeżdżają razem na weekend.
Zatrzymują się w barze, gdzie Thelma poznaje miłego mężczyznę, któremu bardzo się podoba. Facet proponuje, żeby wyszła z nim na parking. Tam próbuje ją zgwałcić.
Z odsieczą przychodzi Louise, która zabija mężczyznę.
Obie kobiety są przerażone całą sytuacją i postanawiają uciec do Meksyku, zanim o całym zajściu dowie się policja…

Te bohaterki mają w sobie ogromną siłę. Inspirują każdym zdaniem wypowiedzianym w filmie, są niesamowicie odważne, niezależne, znają swoją wartość i umieją się obronić.
Czego chcieć więcej?
Drugiej części!

6. Liz z „Jedz, módl się i kochaj” – Elizabeth wiedzie idealne życie. Ma wspaniałego męża, dobrą pracę, piękny dom…a jednak wciąż rozgląda się za czymś innym, czuje się zagubiona i niespełniona. Ona także jest przykładem bohaterki, która ucieka od rzeczywistości, by spróbować czegoś innego. Balansuje na krawędzi.
Postanawia wyjechać na rok. Odwiedzić Włochy (ciało), Indie (duch) i Indonezję (serce). Chce odnaleźć w sobie harmonię. Pragnie zrealizować swoje marzenia. Doświadczyć czegoś nowego…
Mimo wszystko. Mimo obawy, co ludzie powiedzą.
A mówią.
I to bardzo dużo…

Kobieta zmienną jest, a Liz jest tego przykładem. Cała jej osoba wydaje się krzyczeć: „Nigdy nie rezygnuj z siebie na rzecz pragnień innych ludzi. Nie warto!”.
Dla innych może to być egoizm. Dla mnie – zdrowe podejście do życia ;).
S

Zwykły wpis