Blogowy Doping

Blogowy Doping #1

22 marca 2014 

Witajcie!

Zapamiętajcie dzisiejszą datę. Za kilka lat z rozrzewnieniem będziemy wspominać ciepły, wczesnowiosenny dzień, w którym napisałam pierwszą listę z cyklu „Blogowy Doping”! Zamierzam uzupełniać ją regularnie – przynajmniej raz na tydzień. Mam nadzieję, że prowadzenie stałej kategorii szybko wejdzie mi w nawyk, a z czasem stanie się… nieodłącznym punktem każdego tygodnia (!).  Przyznaję… pomysł jest ambitny i wymaga systematyczności. Jednak – cytując polskiego wokalistę Mrozu – „jak nie my, to kto?”. Właśnie! Skoro doszłam do wniosku, że potrzebuję cotygodniowej dawki motywacji, sama powinnam zabrać się za jej przygotowanie!

Blogowy Doping:

1) Jestem z siebie dumna, ponieważ dostałam się do wymarzonego liceum. Pracowałam nad dwoma pracami rekrutacyjnymi, uczestniczyłam w cyklu zajęć dla kandydatów do szkoły, przeanalizowałam sztukę „Pigmalion” Bernarda Shawa oraz musical „My Fair Lady” nakręcony na jej podstawie… Spędziłam kilka dni w całkowitym odcięciu od świata, zawieszeniu. Stworzyłam przestrzeń skupienia i koncentracji, spokoju i determinacji, wytrwałości i cierpliwości. W efekcie tych kilkudziesięciu aktywnie spędzonych godzin, powstały rozprawki, które – z duszą na ramieniu – wysłałam do sekretariatu szkoły. Przez kilka dni siedziałam jak na szpilkach, czekając na wyniki…  A kiedy wreszcie dostałam odpowiedź, ciężko mi było uwierzyć, że… to już koniec! Dostałam się! Tak po prostu.

2) Jestem z siebie zadowolona, ponieważ zaczęłam chodzić na zajęcia tańca jazzowego dwa razy w tygodniu. Zawsze chciałam trenować coś regularnie, mieć jasny, konkretny cel w dziedzinie sportu. Teraz mogę z dumą powiedzieć, że wreszcie znalazłam swoją „sportową niszę”. Przez najbliższe miesiące będę skupiała się na ćwiczeniach choreografii do czerwcowego pokazu…

3) Cieszę się, że – po wielu miesiącach przerwy – udało mi się powrócić do wieczornego rytuału czytania. Zapomniałam już, jak wielką przyjemność sprawiało mi poznawanie dalszych losów bohaterów, odnajdowanie w sobie podobnych cech do tych charakteryzujących papierowe postaci… Po prostu lubię czuć, że efektywnie spędzam czas! Poza tym – śledząc perypetie bohaterów – mogę zmienić swój punkt widzenia świata, a nawet… zmodyfikować swoje poglądy na różne tematy. Uwielbiam odkrywać piękno z początku niepozornych postaci, obserwować, jak przechodzą metamorfozę – takie historie są dla mnie źródłem niewyczerpanej inspiracji!

Tak prezentuje się dzisiejsza lista rzeczy, za które jestem wdzięczna światu. Może nie jest bardzo obszerna ani oryginalna, ale przecież „nie od razu Rzym zbudowano”! Jak to mówi mój nauczyciel hiszpańskiego, legendarny Pan Oskar : „Czeba pisać”.  A ja podpisuję się pod tym tekstem całą sobą!

Subtelna

Zwykły wpis
Blogowy Doping

Moja pierwsza lista dopingująca

Kiedyś nie wierzyłam, że mam do przekazania światu coś ważnego. Szukałam swojego głosu, talentu, predyspozycji, a kiedy coś odkrywałam, przyjmowałam do wiadomości, że jestem w tym dobra i… odpuszczałam! Czułam się pusta, chociaż miałam marzenia. Nie potrafiłam jednak zebrać się w sobie i uczynić choćby jednego kroku do realizacji nawet najdrobniejszej fantazji. Dlaczego ? Ponieważ uparcie wmawiałam sobie, że nie jestem wystarczająco dobra. Nie nadaję się! Nie dam rady! I najgorsze – jest już za późno! (Nie cierpię tego pesymistycznego stwierdzenia: jest demotywujące. Odbiera człowiekowi całą energię, siłę… apetyt na życie!)

Dzisiaj mnie oświeciło. Odkryłam, że mam tak wiele powodów, by być z siebie dumną! W tym tygodniu dowiedziałam się, że dostałam się do wymarzonego liceum. Ten fakt sprawił, że poczułam w sobie moc, jakiej dotąd nie znałam! Zrozumiałam, że – jeśli tylko czegoś bardzo chcę – potrafię uparcie dążyć do celu. Moja anoreksja była przecież wynikiem wymarzonej wizji samej siebie, jaką stworzyłam w swojej głowie i – wierzcie mi – podjęłam wszelkie działania, by obraz ten urzeczywistnić. Tyle, że efekt nie zadowolił mnie nawet w połowie tak, jak mejl od dyrektorki szkoły z informacją o przyjęciu do pierwszej klasy.

Pamiętacie mój tekst o wdzięczności? Był on niczym innym jak moją własną odą do samej siebie. Pracując nad nim, z każdym kolejnym słowem uświadamiałam sobie, ile zawdzięczam światu! Moje rozmyślenia na temat sztuki doceniania codziennych sukcesów doprowadziły mnie do pomysłu… by stworzyć na blogu kategorię wpisów z listą rzeczy, za które jestem wdzięczna i uzupełniać go przynajmniej raz w tygodniu. Będę zapisywała tam zarówno drobne, jak i bardziej okazałe powody do radości. Idea jest taka, że spis przyczyn pomoże mi w chwilach bezsilności i spadku mobilizacji do działania. Nazwę go Blogowym Dopingiem. Mam nadzieję, że uda mi się zainspirować Was do stworzenia własnych list dopingujących! 🙂

S.

Zwykły wpis
Projekt

5 składników udanej przyjaźni

IMG_6273
weheartit.com

Zazwyczaj staram się unikać wpisów z kategorii „TOP…” ponieważ uważam, że w jakiś sposób mnie ograniczają i narzucają mi pewne bariery. Lubię mieć poczucie, że piszę spontanicznie, impulsywnie, pod wpływem emocji… – z własnego wyboru. Tylko blogując z uczuciem, mogę dopuścić do głosu pasję i naprawdę czerpać przyjemność z pisania.

Dzisiaj jednak postanowiłam zrobić wyjątek! I chociaż nigdy nie zrozumiałam sformułowania „wyjątek potwierdza regułę”, teraz czuję w sobie potrzebę, by zmienić coś radykalnie. Od kilku dni chodziłam po ścianach z powodu nadmiaru energii, pomysłów, inspiracji, podszeptów od członków rodziny i przyjaciół (Może napiszesz o X? A może jednak skusisz się na Y?). Doszłam do wniosku – czas już przestać tyle myśleć, a dla odmiany – zrobić! Upomniałam się w duchu, że przecież sama niedawno narzekałam, że nie zachowuję na co dzień równowagi między teorią a praktyką. Dlatego przygotowałam dla Was mój pierwszy tekst z cyklu Latawiec, który współtworzę z szaloną FF. Wpis będzie dotyczył…przyjaźni, a konkretnie wskazówek, jak stać się lepszym, bardziej empatycznym i bliższym ideału kompanem.

Przeprowadziłam prawdziwą burzę mózgów! Zachodziłam w głowę i zastanawiałam się, co takiego sprawia, że ciągnie mnie właśnie to tej osoby. Lista składników przyjaźni sama pojawiła się w mojej głowie. Elementów w spisie wcale nie jest dużo, bo zaledwie pięć (!). Tylko tyle i aż tyle. Niełatwo jest je wyłapać, ponieważ prawdziwa przyjaźń nigdy nie jest jasna, czarno – biała i konkretna. To mieszanka wielu czynników, barwna, zmienna i wybuchowa!

1) ZAUFANIE
Kiedy patrzę na moje dwie przyjaciółki i zadaję sobie pytanie, na czym opiera się moja relacja z nimi, pierwsze, co przychodzi mi do głowy, to ww. zaufanie. Ja po prostu wiem, że mogę powiedzieć im absolutnie wszystko. Podświadomie wyczuwam, że one to zrozumieją i… zaakceptują. Czasem zaufanie przychodzi z czasem, pojawia się w miarę, jak otwieramy się przed drugą osobą i obserwujemy jej reakcję na nasze słowa. Zdarza się również, że więź zaufania istnieje między dwiema osobami od samego początku, oplata je niewidzialną nicią i zbliża do siebie już na starcie. W obu wypadkach jest ono (lub staje się) niekwestionowanym fundamentem przyjaźni.

2) DYSKRECJA
To drugi, niezwykle istotny składnik każdej trwałej relacji. Bez niej przyjaźń kruszy się i rozpada, niczym zamek z piasku. Dyskrecja czyli trzymanie buzi na kłódkę, kiedy trzeba. Wzajemne szanowanie swoich sekretów, traktowanie ich jak cennych skarbów i oczka w głowie. Pielęgnowanie i strzeżenie tajemnic konsekwentnie i z oddaniem. Tym właśnie jest dla mnie drugi element z listy.

3) AKCEPTACJA
Akceptacja = rezygnacja z dążeń do zmiany charakteru, wyglądu, generalnie – osobowości przyjaciela. Zrozumienie jego wad i zalet, przyjęcie ich do świadomości i polubienie. Ta wyrozumiałość w stosunku do drugiej osoby działa kojąca i uspokajająco: zarówno na nią jak i na nas. Kiedy już zaakceptujemy towarzysza z jego całym bagażem doświadczeń, wątpliwości, przywar i atutów, łatwiej nam będzie spojrzeć przychylnie na samego siebie!

Podsumuję pytaniem ewidentnie retorycznym – Co mamy do stracenia ? 😉

4) GOTOWOŚĆ DO POŚWIĘCEŃ
Przyjaźń wiąże się z chwilami beztroski, niczym niezmąconej radości i błogości. Niestety, ma również drugie oblicze – momenty szczęścia przeplatają się ze strumieniami łez, uczuciem wściekłości, zawodu i bezsilności. Czasami załamujemy ręce nad głupotą swoich przyjaciół. Niekiedy mamy ochotę nimi potrząsnąć i postawić do pionu. Często nie potrafimy, nie jesteśmy w stanie zrozumieć, że w niektórych sytuacjach trzeba ustąpić, odpuścić, zwyczajnie dać spokój. Poświęcić swoją dumę, stłumić zawodzące ego i zranioną godność… postawić się na jej/jego miejscu. Jak bym się czuł/a? Czego bym najbardziej potrzebował/a?

Prawdopodobnie chciałabym, żeby ktoś powiedział mi ciepłe słowo, potrzymał za rękę, dodał otuchy i pocieszył nawet banalnym stwierdzeniem. Wyłączył na chwilę swoją krytyczną naturę, zawiesił tryumfalne „a nie mówiłem?!” i po prostu ze mną był.

5) SZCZEROŚĆ
Nie wiem jak wy, ale ja nie lubię owijać w bawełnę. Na szczęście, jestem jak otwarta księga. Nie umiem na długo zataić nawet najmniejszego oszustwa – prędzej czy później – zazwyczaj jednak prędzej – wychodzi ono na jaw. Jedno spojrzenie przyjaciółki (wiecie, takie przeszywające, długie, z „wiem, że coś kręcisz” wypisanym na twarzy) i wszystko jest jasne.

Przyznawanie się do winy lub uświadamianie bliskiej nam osobie, że bynajmniej nie ma racji, bywa ciężkim i bolesnym doświadczeniem. Kilka razy w życiu brałam udział w podobnej rozmowie i wiem, że potrafi złamać serce. Z ręką na sercu mogę jednak powiedzieć, że nic nie oczyszcza atmosfery tak skutecznie, jak otwarta, szczera wymiana zdań. Zgadzacie się ze mną?

Szczerość uzupełnia relację, dodaje jej wiarygodności, czyni ją silniejszą i bardziej odporną na „kryzysy”. Jest nieodzownym składnikiem przyjaźni, dogłębnego porozumienia dusz. Dla niektórych takie zdanie może brzmieć górnolotnie i tandetnie, jednak ci z moich czytelników, którzy znaleźli już Prawdziwego Przyjaciela, w mig pojmą, co mam na myśli!

Tutaj możecie przeczytać TOP 5 Fire Fly, która postanowiła opowiedzieć nam o pięciu cechach dobrego, zdrowego związku. Przypominam, że teksty z cyklu „Projekt Latawiec” na jej blogu będą pojawiały się tego samego dnia co wpisy z serii na Polub siebie. Będziecie mieli okazję przeczytać artykuły na podobne tematy, ale pisane z innego punktu widzenia.

Zostańcie z nami! 🙂

S.

Zwykły wpis
Projekt

Projekt latawiec – unieś się na skrzydłach marzeń!

Dzisiaj mam dla Was kompletny wstęp do naszego projektu. Znajdziecie w nim odpowiedzi na pytania dotyczące zarówno samego przedsięwzięcia, jak i obu jego autorek – będziecie mieli okazję bliżej poznać zagadkową Fire Fly.
Postanowiłyśmy, że co tydzień, tego samego dnia będziemy publikować teksty z cyklu, żebyście mogli przeczytać posty na jednakowy temat, jednak opisany z różnego punktu widzenia. Razem z FF mamy nadzieję, że będziecie dopingować Latawiec i podzielicie się z nami swoimi uwagami i wrażeniami po lekturze pierwszego wpisu z serii.
Dlaczego latawiec?
Latawiec jest symbolem wolności, odwagi by wzbić się w powietrze i rozwinąć skrzydła. Stanowi dla nas metaforę wiary we własną siłę i możliwości. Jest ikoną dzieciństwa i wiary w niemożliwe, patrzenia na świat oczami dziecka, które we wszystkim widzi dobro. Latawiec to dla nas odwaga by oderwać stopy od ziemi i polecieć ku marzeniom…
Co było inspiracją do stworzenia tego projektu?
1000 metrów nad ziemią Mrozu – ten utwór natchnął nas do działania, uświadomił, że nie mamy nic do stracenia !
Jaki mamy cel?
Naszym głównym celem jest,by zainspirować czytelników do zmiany nastawienia i zmotywować do podjęcia drogi ku samorealizacji. Poza tym chcemy mieć własny udział w polskiej blogosferze. W późniejszych etapach chciałybyśmy podjąć współpracę z ludźmi, którzy wyznają podobne wartości. Opisując swój punkt widzenia,pragniemy przekazać innym fragment siebie i swojej pasji.
Skąd pomysł?
Los zetknął ze sobą dwie dziewczyny, które nieocziwanie znalazły ze sobą wspólny język.
Spotykając się przy gorącej czekoladzie i rozprawiając o pasji blogowania postanowiły stworzyć wspólny projekt. Obie od zawsze marzyłyśmy o stworzeniu czegoś oryginalnego i unikatowego, czegoś co przyciągnie uwagę czytelnika. Tak właśnie powstał Projekt Latawiec.
O AUTORKACH:
 * Subtelna
IMG_6128
1) Jakie jest Twoje motto życiowe?
„Never regret something that once made you smile.”
2) W co wierzysz / Czym się kierujesz?
Wierzę, że każdy z nas ma szansę stać się dobrym w tym, co kocha robić. W życiu kieruję się głównie nadzieją, że wszystko ma swój indywidualny sens, ukryte znaczenie, że nic nie dzieje się bez powodu. Ta świadomość pomaga mi w chwilach, kiedy nachodzą mnie wątpliwości, gdy zachodzę w głowę czy to, co robię, jest wartościowe.
3) Dlaczego blogujesz? Co/kto było inspiracją do założenia własnej strony?
Pierwszą osobą, która uświadomiła mi, że mam talent do pisania i powinnam zrobić coś w tym kierunku, była moja mama. Dopingował mnie również dziadek – autor, po którym odziedziczyłam skłonność do przelewania myśli na papier ;). Mam we krwi namiętność do opowiadania historii… a założyłam bloga, ponieważ nie miałam cierpliwości do pisania opowiadań i kolejnych rozdziałów książki. Jestem niecierpliwą duszą i spełniam się głównie w tworzeniu treściwych – krótkich lub długich, w zależności od nastroju – postów.
4) Jak motywujesz się do pisania?
Wypróbowałam kilka technik motywacyjnych. Najskuteczniejsze okazały się… wyrzuty sumienia. Kiedy składam czytelnikom obietnicę i nie udaje mi się zrealizować jej na czas, czuję się fatalnie. Swoje spóźnienie rekompensuję często zwiększeniem częstotliwości publikowania postów na blogu, co wymaga ode mnie pewnej dyscypliny i sporej determinacji… Po wykonaniu zadania czuję jednak satysfakcję i dumę, że sprostałam oczekiwaniom obserwatorów bloga!
Kiedy wyrzuty sumienia zawodzą, mobilizuję się, czytając teksty ulubionych blogerów: Marty Hennig i Leo Babauty. 
5) O czym piszesz?
Piszę na tematy powszechnie określane jako „rozwojowe”. Nie lubię jednak ograniczać się jedynie do wpisów typowo psychologicznych – na stronie zamieszczam również recenzje książek i filmów, Subte(linki) czyli zbiór  budzących natchnienie odnośników do blogów, fotografii, utworów…
6) Do czego dążysz w życiu?
Jestem perfekcjonistką. Wkładam serce w blogowanie, dbam o to, by każdy mój tekst był autentyczny, odzwierciedlał prawdziwą mnie, a nie jedynie moją udoskonaloną kopię. Może to zabrzmi banalnie – i nie zdziwię się, jeśli odniesiecie takie wrażenie – ale dążę do życia w zgodzie ze sobą… na swój własny, osobliwy sposób! 🙂
7) Jaka jest Twoja ‚guilty pleasure’?
Lubię zakopać się pod kocem na kanapie z pucharkiem lodów w ręku i obejrzeć kilka odcinków ukochanego serialu. Ostatnio rozsmakowałam się w Ripper Street, jestem także wielbicielką Sherlocka, Wszystko dla pańW garniturach.
* Fire Fly
IMG_6657
 
1) Jakie jest Twoje motto życiowe?
„What goes around, comes around”.
Wiecie co? Wierzę w karmę! Może nie jest to sama wiarą w istotę, raczej w ideę, że dobro zawsze wraca. W związku z tym, przez całe życie staram się być miła, pomocna i życzliwa dla ludzi. Nie wiem… jak nie karma, może czysta psychologia stoi za tym, że mi się kiedyś odwdzięczą ?

2) W co wierzysz / Czym się kierujesz?                                                                                                                                                                                                                                                                                      Mocno wierzę we własne siły i w ludzi ogólnie. Wierzę, że razem możemy wiele zdziałać – pod warunkiem, że nauczymy się ze sobą współpracować. Kieruję się w życiu prostą zasadą: jeśli coś sprawia mi przyjemność i czuję, że da mi zysk w przyszłości – robię to! Jeśli nie – zostawiam i idę dalej.

3) Dlaczego blogujesz? Co/kto było inspiracją do założenia własnej strony?
Zawsze lubiłam pisać. Przed Fire Fly prowadziłam jeszcze dwa inne blogi, jednak nigdy nie przywiązałam się do żadnego z nich na tyle, by tworzyć je dłużej – nawet, gdy miałam już grono stałych czytelników. Wreszcie ponad rok temu, 12.12.12 (ciekawa data, prawda?) zdecydowałam się założyć moją obecną stronę. Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że sama dla siebie byłam inspiracją! Postanowiłam założyć bloga, ponieważ chciałam wyrazić siebie i swoje zdanie. Od tej pory robię to konsekwentnie – na ekranie komputera.

4) Jak motywujesz się do pisania?                                                                                                                                                                                                                                                                             Moją najlepszą motywacją są czytelnicy, to oni dają największego kopa i stanowią niewyczerpaną inspirację.

5) O czym piszesz?
Piszę o życiu, zamieszczam swoje przemyślenia, nierzadko publikuję kilka słów o kulturze. Generalnie o wszystkim, co mnie otacza i zasługuje na uwagę !
6) Do czego dążysz w życiu?
Do szczęścia i spełnienia. A przede wszystkim – do osiągnięcia moich celów i spełnienia marzeń. Wyobrażając sobie siebie za 10 lat, chciałabym być po prostu szczęśliwa :).
7) Jaka jest Twoja ‚guilty pleasure’?
Taylor Swift na zły humor, na przemian z Owl City na uśmiech. Do tego dzikie tańce po całym mieszkaniu i zdzieranie gardła, śpiewając ukochane piosenki.
Zwykły wpis
Projekt

Projekt latawiec – krótka zapowiedź

Dzisiaj mam dla Was drobną zapowiedź tajemniczego projektu, który tworzę wraz z moją przyjaciółką i blogerką, FireFly. Konkret, czyli wpis z dokładnym wyjaśnieniem i odpowiedziami na ewentualne pytania, ukaże się już wkrótce (za dni parę!).

Mamy mnóstwo pomysłów, całą listę tematów, a wena twórcza spływa na nas w najmniej oczekiwanych momentach. Planujemy krok po kroku, pracujemy w pocie czoła, przeprowadzamy burze mózgów, szkicujemy mapy myśli i przenosimy inspiracje do wirtualnego notatnika… Na szczęście kluczowy element, czyli minimalistyczny, estetyczny baner jest już gotowy! Zobaczcie sami:

Jak myślicie…

dlaczego latawiec? 🙂

S.

Zwykły wpis
Subte(linki) niedzielne

27 stycznia – 2 lutego, czyli wydanie kieszonkowe

Dzisiejsze Subte(linki) będą raczej w wydaniu kieszonkowym, ponieważ – przyznaję bez bicia – zasiadłam do pisania O WIELE za późno. Jednak słowo się rzekło, a ja mam dla Was garstkę inspiracji z minionego tygodnia, które nie mogą czekać ! 🙂 Swoją drogą to ciekawe, że potrafię zmotywować się do pisania, jeśli obiecam wcześniej, że coś zrobię. Czuję wewnętrzną potrzebę, by wywiązać się z obietnicy i za wszelką cenę uniknąć lawiny wyrzutów sumienia, która ruszy kiedy tylko wypowiem magiczne „dzisiaj sobie odpuszczam”. Noc jeszcze młoda – zakasuję rękawy i zabieram się do działania.

Blogi

* Chociaż nie należę do wielbicielek blogów modowych, uwielbiam oglądać zestawy przygotowywane przez Angie z bloga You Look Fab. Styl Angie jest prosty, ale szykowny, a sama blogerka wydaje się promieniować pasją i radością życia. Z pewnością warto odwiedzić stronę tej sympatycznej, krótko ostrzyżonej okularnicy – wśród przygotowanych przez nią stylizacji można znaleźć prawdziwe perełki !

* Na stronę Jeffa Goinsa (Goins, Writer) trafiłam przypadkiem, jednak już od pierwszego wejrzenia zauroczył mnie jej klimat!

Muzyka:

* Zakochałam się w utworze „Royals” śpiewanym przez Florida State AcaBelles. To, co te kobiety potrafią stworzyć wyłącznie za pomocą swoich głosów, przechodzi najśmielsze oczekiwania. Fenomenalne!

* Charyzmatyczna Birdy hitem „Wings” również podbiła moje serce :D.

Fotografia:

* Rosyjska artystka, Elena Shumilova, opublikowała na stronie przepiękne fotografie swoich dzieci pozujących w towarzystwie zwierząt na tle malowniczych krajobrazów. Scenerie ze zdjęć przywodzą na myśl krainy z powieści klasyków: Narnię, Hobbiton i Krainę Czarów. Każde ujęcie to taka mikro podróż do bajkowego świata.

Inne:

* Dla wszystkich wielbicieli serialu „Sherlock” – na fejsbukowej stronie Sherlockology możecie znaleźć klip podsumowujący pierwszy i drugi sezon. Filmik jest o tyle oryginalny, że grają w nim same muppety! Urzekający i zabawny, zapełni pustkę i tęsknotę za demonicznym Benedictem Cumberbatchem.

* Jeśli jest wśród Was choć jedna osoba, która ubóstwia Harry’ego Pottera przynajmniej w połowie tak, jak ja, ale jeszcze nie widziała The Mysterious Ticking Noise… Proszę o szybkie uzupełnienie zaległości!

Mam nadzieję, że wybaczycie mi chaos, jaki wprowadziłam powyższym wpisem. Zwłaszcza, że niedługo na blogu opublikuję zapowiedź projektu, który ostatnio pochłania moje myśli… Cierpliwości, Drodzy Czytelnicy! Szykuję się zmiana.

S

Zwykły wpis
Ciało

Potęga mowy ciała – Amy Cuddy na TED-zie

Czy zmieniając samą postawę ciała możemy zmienić swój nastrój ?
Czy kiedy jesteśmy zestresowani przed ważnym egzaminem, rozmową kwalifikacyjną czy wystąpieniem publicznym, wystarczy, że przybierzemy zrelaksowaną pozę, by poczuć się lepiej ?

Do niedawna nie byłam skłonna uwierzyć w podobną teorię. Co otworzyło mi oczy i pozwoliło dostrzec siłę, jaka drzemie w mowie ciała ? TED-owskie przemówienie Amy Cuddy, pełnej ciepła i pozytywnej energii pani psycholog, która swoją prezentacją pokazała, jak ważna w naszym życiu jest prawidłowa postawa. Jeśli całym sobą prezentujemy, jacy jesteśmy wystraszeni, zmęczeni, przytłoczeni, nieśmiali, skryci i zamknięci w sobie – stajemy się tacy naprawdę. Pozwalamy swojemu ciału wpływać na własne myśli i nastawienie każdego dnia, a najgorsze – i najbardziej ekscytujące zarazem – jest to, że w większości przypadków nie zdajemy sobie z tego sprawy.

Na szczęście ta reguła działa w obie strony. Możemy przyjąć postawę silnego, pewnego siebie, wartościowego człowieka, który wie, czego chce i dumnie kroczy przed siebie – wtedy działamy na własną korzyść. Możemy przekazywać osobom, z którymi się spotykamy, cząstkę tego nastawienia, służyć jako przykład, pokazywać innym, że zasada „fake it till you make it” naprawdę działa! Język ciała jest istotny w naszym funkcjonowaniu, ponieważ – na równi z cechami charakteru, wyglądem zewnętrznym i zainteresowaniami – kształtuję naszą osobowość! Fascynuje mnie i przeraża jednocześnie myśl, że zmieniając pozę, mogę zmienić sposób myślenia i postrzegania świata. Również obserwując mowę ciała moich znajomych, sąsiadów czy członków rodziny mam niepowtarzalną okazję, by zobaczyć, jak postawa wpływa nie tylko na ich zachowanie, ale i na nastawienie osób, z którymi rozmawiają.
Dużo przyjemniej prowadzi się konwersację z osobą uśmiechniętą, zwróconą w naszą stronę całym ciałem, a nie tylko odwracającą głowę od czasu do czasu, by odpowiedzieć zdawkowo na zadane przez nas pytanie. Dlaczego ? Ponieważ taki rozmówca okazuje nam szacunek i uwagę, sprawia wrażenie, że naprawdę interesuje go to, co właśnie mówimy. A my tego właśnie pragniemy – zainteresowania drugiej strony. Tylko tyle i aż tyle.

Morał z tej bajki jest prosty – pozuj tak, jak chcesz się czuć. Twoje ciało może być narzędziem do dzielenia się z ludźmi pozytywną energią, radością i pasją życia. Oczywiście, jak w każdej dziedzinie, praktyka czyni mistrza. Próbuj. Eksperymentuj. Ćwicz. Każdego dnia! Zacznij najlepiej od TERAZ. Wyprostuj się. Odetchnij głęboko, pełną piersią. Rozluźnij mięśnie. Wyszczerz się do swojego odbicia. Zamknij oczy i zadaj sobie pytanie – kim chcę się stać ? Może pragniesz zamienić się w przedsiębiorczą, dumną i wyniosłą bohaterkę ukochanego serialu lub w ekspresyjną, pełną wdzięku tancerkę baletową ? Na co jeszcze czekasz ? Graj i baw się mową ciała! 🙂

Jeśli udało mi się zaintrygować Cię tematem dzisiejszego tekstu, odsyłam na stronę TED-u, gdzie znajdziesz wspaniałe wystąpienie Amy. Po obejrzeniu jej przemówienia miałam wrażenie, że mogę dokonać wielkich zmian za sprawą drobnych gestów. Ludzie, którzy pozwalają innym uwierzyć w podobną magię, zasługują na gorące oklaski!

P.S Wiem, że długi czas byłam nieobecna, a na blogu panowała cisza jak makiem zasiał. Wielu z Was myślało pewnie, że się poddałam, że zapomniałam i porzuciłam pisanie. Nic z tych rzeczy! Potrzebowałam czasu, by naładować akumulatory, zrobić porządek z chaosem pomysłów, posegregować je w głowie i nadać im odpowiednią kolejność. Efekt jest taki, że o godzinie jedenastej wieczorem siedzę przy biurku i klepię w klawiaturę i chociaż zmęczona, to jestem w siódmym, ósmym, a nawet dziewiątym niebie :). Tęskniłam za blogowaniem! Na dzisiaj koniec, za to jutro serwuję Wam Subte(linki). Trzymajcie rękę na pulsie!

Subtelna

Zwykły wpis